Dzień dobry,

czwarte wydanie „Ładnych mi rzeczy” powstało podczas integracyjnego wyjazdu Redakcji nad polskie morze.

Redaktor Ernest Przemingway odbywał długie spacery, podczas których wpatrywał się w toń Bałtyku (jakby dostrzegał tam wielką rybę), redaktor Stocktavian August patrzył zwyczajowo w ekran giełdowych notowań (wzdychając przy tym ciężko), zaś Marek V. przepadł w wolińskich barach.

Choć w założeniu wyjazd miał być integracyjny, nikt nie widział ani przez moment redaktorów razem. Trawestując Sartre’a: „być może i były piękniejsze integracje, ale ta - jest nasza”.

Bałtyk przywitał Redakcję w sposób nieprzyjazny. Owszem, słońce się zdarza, częściej jednak bywa zwyczajnie zimno. Do tego pada, a komary gryzą wściekle i bezustannie. Mimo to, trudno wyobrazić sobie choćby kwartał, w którym tego naszego morza się nie ujrzy.

I jest to chyba wspaniała alegoria dla rynku w ostatnich tygodniach - nieprzyjaznego, w wybranych sektorach najgorszego od wielu, wielu lat, wzbudzającego niekiedy „lęk i obrzydzenie”. A jednak, trudno wyobrazić sobie nam, aby odpuścić jego śledzenie z wypiekami na twarzy.

Według szacunków Redakcji, jest to ostatnie wydanie „Ładnych mi rzeczy”, które trafi do trzycyfrowej liczby Czytelników. Tym samym, klub „pierwszego tysiąca” zapełni się nam w ciągu pierwszego miesiąca wydawania pisma!

Niezmiennie przypominamy, że pomagają nam Państwo we wzroście, przesyłając „Ładne mi rzeczy” swoim znajomym, przyjaciołom czy rodzinie - za co serdecznie dziękujemy.

Do lektury,

Stocktavian August

SPIS TREŚCI:

1/ Skrócony Briefing Giełdowy (SA),

2/ Czy należy bać się dochodzenia swoich należności? (SA),

3/ Expert calls! (SA),

4/ We włoskiej pizzerii zamawiam Margheritę (MV),

5/ Perspektywa Wolina (EP)

Skrócony Briefing Giełdowy

Niniejsza formuła stanowi skróconą wersję formatu „Briefingu giełdowego”, znanego z twitterowego profilu SA.

Jak wskazywaliśmy w pierwszym wydaniu - w naszym piśmie nie znajdą Państwo inwestycyjnych gotowców, giełdowych pewniaków ani żadnych stanowczych instrukcji - poniższy format przygotowany został w wierności do tej deklaracji.

Obecny tydzień upłynął giełdowo pod znakiem trzech istotnych kwestii:

→ dyskusja wokół otwartych modeli

→ zwiększenie deklaracji capexowych OpenAI oraz Google

→ wzmożenie konfliktu amerykańsko - irańskiego

Zagadnienie konfliktu militarnego jest oczywiście bardzo doniosłe, w pewnym sensie bezprecedensowe; widzimy je w znów rosnących cenach ropy (zastanawiać można się, czy znów pojawią się rozwiązania ochronne w PL). Bezsprzecznie jednak też:

→ nasza możliwość śledzenia, przewidywania, prognozowania zdarzeń związanych z konfliktem jest bardzo niewielka

→ pominąwszy ceny energii oraz czynnik „niepewności”, bezpośredni wpływ tego konfliktu na amerykańskie spółki oraz ich wyniki nie jest tak duży, jak sugerowały pierwsze nagłówki

Powyższej konstatacji o niewielkim wpływie nie można powtórzyć w stosunku do otwartych modeli oraz capexu.

Zacznijmy od tych pierwszych:

→ premiera Kimi K3 od Moonshot nie była pierwszą premierą dobrego chińskiego modelu budowanego w otwartym paradygmacie, była jednak pierwszą pokazującą model nazywany SOTA - state of the art - tj. model jedynie w niewielkim stopniu ustępujący najlepszym modelom rozwijanym przez tzw. frontier labs (OpenAI, Anthropic, Google)

→ w świecie, w którym wynik pracy modeli jest do pewnego stopnia „zamienny”, przewaga konkurencyjna wielkich labów traci na wyrazistości. Tym samym, poddać w wątpliwość można przywiązanie klientów do nich - o niskiej lojalności świadczyć zaś mogą wysokie wzrosty Codex po premierze GPT 5.6 (są to, być może, użytkownicy migrujący z Anthropic, ponieważ Codex wymaga podstawowego stopnia zaawansowania)

→ istnieją kwestie dot. korporacyjnych compliance - są klienci, którzy raczej nie skorzystają z chińskich modeli. Można jednak ostrożnie założyć, że chińska konkurencja zabierze Amerykanom co najmniej część biznesu, zwłaszcza w stosunku do procesów niewymagających najbardziej zaawansowanych modeli, prostych zadań, automatyzacji

→ nadgryzienie prognoz dot. sprzedaży tokenów przez OpenAI / Anthropic ma doniosłe konsekwencje - w najlepszym scenariuszu, oczywiście, wyłącznie dla inwestorów w tych firmach, takie ujęcie byłoby chyba jednak mimo wszystko dość naiwne. Sektorem szczególnie narażonym na zaburzenia w prognozowanym popycie wydają się być neoclouds - biznesy bez szczególnego moatu, wypełniające lukę, stanowiące pomost pomiędzy obecną dostępnością a docelową infrastrukturą hyperscalers

→ cała teza inwestycyjna neoclouds opiera się na niedostępności, którą obecnie wypełniają. Z różnych względów! Część wyrosła z firm ustawionych pod „kopanie” bitcoinów, część jest po prostu gotowa ponieść wysokie nakłady, wiedząc, że w obecnym otoczeniu rynek nieszczególnie spogląda na osiągane przez nich marże - liczą się pr-owe kampanie o kolejnych umowach

→ newsy z obecnego tygodnia oraz tempo kontraktowania IREN pokazują, że jeszcze niedawno znaczna część planowanego compute nie była zabezpieczona umowami. Rodzi to pytanie, na jakim etapie neocloud powinien wykazywać popyt oraz ile ryzyka inwestycyjnego ponosi sam, zanim znajdzie odbiorcę

→ ile jeszcze takiej dostępności mamy w sektorze neoclouds? Dlaczego cała ta pula nie była wzięta w pierwszym dniu dostępności, jeśli popyt jest tak silny? Wreszcie, jeśli popyt jest tak silny - dlaczego xAI oraz Meta mogą zawierać wielomiliardowe umowy na udostępnienie swoich mocy Anthropicowi? Dlaczego wreszcie słyszymy głosy, że większość klientów neoclouds to podmioty, które nie mogły zabezpieczyć kontraktów od głównych dostawców?

→ zaryzykować można przypuszczenie, że jeśli popyt na compute dozna złagodzenia na skutek modeli efektywniejszych tokenowo oraz złagodzenia popytu na najlepsze modele od OpenAI / Anthropic, to podaż, być może, zdoła spotkać się z popytem w mniejszym rozkroku, niż początkowo sądzono. Wówczas, teza inwestycyjna dla neoclouds powinna być co najmniej ponownie przeanalizowana - co znacząco utrudnia wybitnie pr-owy charakter ogłaszanych przezeń umów: są to nierzadko kontrakty na 15-20 lat, ich wartość ogłaszana jest w formule „up to”, marże są nieznane - podobnie jak podpisujący umowy, co więcej, nie wiemy nawet, czy nie są to umowy, które można z łatwością lub niewielkim kosztem wypowiedzieć

(→ ostatecznie, otwarte / chińskie modele nie muszą oznaczać złagodzenia popytu na compute jako taki. Tańsze i bardziej efektywne modele mogą paradoksalnie zwiększyć liczbę wykonywanych zadań, przemeblowując zarazem strukturę popytu, mając wpływ na moment jego materializacji oraz miejsce, gdzie wykonywana będzie praca obliczeniowa. Obie te kwestie mogą mieć doniosłe znaczenie dla sektora neoclouds)

(→ Może to również oznaczać, że hasło o bezgranicznej niedostępności compute przestaje wystarczać jako samodzielna teza inwestycyjna. Trzeba osobno zbadać lokalizację, termin dostawy, zdolność klienta do wypowiedzenia umowy oraz marżę, z jaką dana moc zostanie ostatecznie sprzedana - żadnej z tych rzeczy nie dowiemy się z newsów serwowanych nam przez neoclouds. Otwartym (?) pozostaje pytanie - dlaczego)

Zwiększenie capexów:

W środę poznaliśmy dwie wiadomości:

→ deklaracja OpenAI o podwyższeniu capexu w perspektywie kolejnych kilku lat, pośrednie potwierdzenie deklaracji wydatkowych dla Microsoft, Amazon, Oracle

→ prognoza Google w trakcie earnings call o zwiększeniu capexu

Z bardzo dużą uwagą obserwowałem w środę zachowanie Oracle. Od wielu miesięcy traktuję bowiem kurs tej spółki jako proxy notowania wiary rynku w sukces OpenAI - gigantyczny wysiłek infrastrukturalny przez nią podjęty jest w dużej mierze ukierunkowany na obsługę zapotrzebowania firmy kierowanej przez Sama Altmana.

Wiara ta, jak widać po notowaniach, nie jest obecnie wysoka. Rynek zdaje się nie traktować już wysokich capexów jako niezbędny wyraz ambicji; coraz bardziej stara się zrozumieć co w zasadzie otrzyma z całkowitej zmiany paradygmatu funkcjonowania spółek technologicznych, które dotąd polegały w głównej mierze na generowaniu olbrzymiej ilości wolnej gotówki.

Kiedy zatem OpenAI potwierdziło deklaracje wydatkowe dla Oracle, kurs zaś tej ostatniej mimo wszystko ostał się wokół wielomiesięcznych minimów, był to dla mnie jednoznaczny sygnał, że każde zwiększenie capexu będzie odtąd przyjmowane niechętnie. Uważny obserwator „taśmy” notowań Google po środowym zamknięciu z pewnością zauważył, że obsunęła się ona właśnie w momencie, w którym taka deklaracja nastąpiła.

Stocktavian August

Czy należy bać się dochodzenia swoich należności?

Jeśli prowadzicie firmę, możecie pozostawać w błędnym przeświadczeniu, że dochodzenie swoich należności jest czymś, czego należy się wstydzić. Nic bardziej mylnego!

Jednocześnie, równie niewłaściwa jest postawa, która zakłada, że każda nieuiszczona płatność jest efektem cwaniactwa, kombinowania, spiskowania. Wielokrotnie, jest to raczej efekt bardzo prostych zjawisk - bałaganu organizacyjnego, złego planowania procesów, oczekiwania na płatności od klientów itp.

Procesy te lepiej pozwoli nam zrozumieć praca na danych - jak każde zresztą procesy. Oznacza to, że powinniśmy tworzyć i korzystać regularnie z historii o płatnościach naszych klientów. Jeśli dany odbiorca zawsze spóźnia się z płatnością o 4 - 5 dni, nie musi oznaczać to jego złej woli - być może, po prostu, wszystkie płatności wychodzą od niego we wtorki.

W każdym tygodniu powinniśmy dokonywać przeglądu wszystkich należności i nakładać je na informacje wskazane powyżej. Dzięki temu, paradoksalnie, wychwycimy też okoliczności, w których to po naszej stronie doszło do nieprawidłowości - na przykład, nie dostarczyliśmy klientowi faktury.

Działania zmierzające do odzyskiwania należności powinniśmy stopniować. W zależności od wielkości naszego biznesu, takich stopni może być kilka - w podstawowym wariancie wystarczą nam dwa: informacja o zaległości oraz wezwanie do zapłaty.

Informacja to dokument, w którym w prostych słowach wskazujemy naszemu kontrahentowi, że zaległość istnieje, z czego wynika oraz w jakiej jest wysokości. Taki mailowo wysłany dokument załatwia większość tematów w rodzaju „nieprzesłana faktura”, „zagubiona faktura”, „brak numeru PO na fakturze” itp. Dlatego też, powinien on być wysłany już na drugi dzień po upływie terminu płatności, najlepiej mailowo.

Jeśli nasz kontrahent zignoruje powyższą wiadomość, po 1-2 tygodniach wysyłamy wezwanie do zapłaty, w którym jasno informujemy, co się wydarzy w przypadku braku zapłaty. Nasz kontrahent najczęściej ani się nie obrazi, ani nie przestanie robić z nami biznesu - w większych firmach, tego rodzaju dokumenty wędrują pomiędzy działami finansowymi, i pozostają pomiędzy nimi.

Tego rodzaju proces, oparty na schematach, wzorach i wysokiej dyscyplinie, połączony z wiedzą o wzorcach płatniczych naszych klientów - potrafi udrożnić spływ gotówki do firmy.

(Tytułem przykładu, proces wdrożony przeze mnie w firmie z obrotem oscylującym wokół 50-60 mln zł rocznie, zapewniał przez większość roku „0” płatności przeterminowanych powyżej 60 dni. Jeśli prowadzą Państwo firmę z rocznymi przychodami powyżej 5 mln PLN, mogą Państwo napisać do mnie email - podeślę wzory wspomnianej we wpisie dokumentacji).

Stocktavian August

Expert calls!

W poprzednich wydaniach „Ładnych mi rzeczy” opisywaliśmy czym są dane alternatywne. Nie wskazaliśmy jednak na inny sposób pozyskiwania informacji, jakim są „expert calls”.

Co do zasady, jestem wielkim fanem cold maili - zbudowałem tak w życiu kilka ciekawych znajomości. (Cieszę się też, że Czytelnicy piszą maile do Redakcji - na każdy odpowiemy, choć może minąć chwila, zanim to nastąpi).

Niekiedy jednak, taka czynność nie jest ukierunkowana na poznanie się, lecz na wykorzystanie unikalnej wiedzy lub perspektywy o sektorze. Tytułem przykładu, wkleję poniżej dwa tweety, napisane w tym tygodniu przez inwestora wprawdzie z różnych względów kontrowersyjnego, ale posiadającego bardzo dobry warsztat i przygotowanie merytoryczne - Martina Shkreliego*:

„Jutro o 11:15 rano robię $RDDT expert call z byłym dyrektorem wykonawczym. Skontaktuj się z […] lub wyślij mi DM -- tylko dla buysiders/expert network clients. Akcje spadły na tej plotce Google, ale (reddit) podoba mi się tutaj”

„Szukam kogoś, kto rozumie całą sytuację z kimi-3 od początku do końca i chce wyjaśnić ($$$) instytucjonalnym inwestorom implikacje - napisz do mnie w DM”

Expert calls pozwalają na ogromną przewagę konkurencyjną, ich wykorzystywanie jest zaś mimo wszystko dość ograniczone, z uwagi na:

→ inicjalny koszt, który jest odroczony w czasie od zysku z niego, co utrudnia połączenie jednego z drugim

→ niewielką popularność tej formy w PL

→ przekonanie, że samemu „wie się najlepiej”

Przykłady w niniejszym wpisie są wprawdzie ograniczone do świata inwestycji, z powodzeniem można jednak stosować je w biznesie:

→ rekrutujecie na ważne stanowisko w swojej firmie? Połączcie się z członkiem zarządu dużej firmy, który już to robił, poznajcie popełnione przez niego błędy

→ uruchamiacie duży produkt lub usługę? Porozmawiajcie z kimś, kto robił to wcześniej w podobnej firmie do Waszej, poznajcie popełnione błędy, lekcje, dobre praktyki

→ składacie ważną ofertę, przygotowujecie istotną prezentację? Spotkajcie się z kimś kto takie oferty odbierał, czytał i decydował o ich losie - przejdźcie z nim przez swój projekt, sprawdźcie co wymaga zmian

(*W świecie inwestycji rozmowy tego rodzaju wymagają rygorystycznego compliance. Expert call nie może służyć pozyskiwaniu informacji poufnych ani material non public information).

(Dobra rozmowa z ekspertem nie zaczyna się od pytania „co Pan / Pani myśli?”. Do rozmowy trzeba się rzetelnie przygotować, przede wszystkim identyfikując przedmiot naszych wątpliwości - inaczej z pewnością zmarnujemy pieniądze).

Stocktavian August

We włoskiej pizzerii zamawiam Margheritę.

Małe rzeczy są ważne. Pilnuję używanych słów; gdy wypada - zakładam krawat, wierzę też, że śmierć cywilizacji w pewnym sensie rozpoczyna się od łokci trzymanych na stole. Anglicy mają powiedzonko „how you do anything is how you do everything”, to jak podchodzisz do drobiazgów, pokazuje, jak podchodzisz do rzeczy ważnych.

Bardzo dawno temu usłyszałem, że Dostojewski napisał gdzieś, że „zabiją” nas szczegóły, ale nigdy nie udało mi się potwierdzić, że faktycznie są to jego słowa. Inny Rosjanin, Czechow, miał swoją „strzelbę” - jeśli coś pojawia się w powieści, sztuce, filmie, to musi mieć sens, znaczenie - inaczej niepotrzebnie zajmuje uwagę odbiorcy i jest w pewnym sensie wyrazem braku szacunku wobec niego.

Dzisiaj zasada owej „strzelby” bywa zapominana. Wiele filmów serwowanych nam w streamingu ciągnie się godzinami, po to tylko, aby na końcu niczego nam nie przekazać; jest to konsekwencją ważnych dla portali „obejrzanych godzin”, ale i tego, że rozgrzeszają one twórcę z przekazania nam dzieła perfekcyjnego, skończonego.

Współcześni twórcy są w tym podobni do instagramowych influencerów, którzy z wyjazdu lub sesji z drinkiem wrzucają nam 24 podobne zdjęcia. Nie potrafią wybrać, które są dobre, brakuje im koniecznego smaku - przerzucają na nas ciężar wyboru tego, co dobre.

O „strzelbie” Czechowa myślę za każdym razem odwiedzając włoską pizzerię.

Po co jest w niej Margherita?

Każdy będzie miał inną odpowiedź - jedni powiedzą, że dla dzieci, inni, że dla ekonomicznego wyboru, jeszcze inni po prostu ją lubią. Ja jednak wiem, że ta najprostsza z pizz jest tam z innego powodu - po to, abyśmy mogli przekonać się, jak będzie smakować każde inne, zamówione przez nas danie.

Marek V.

Perspektywa Wolina.

Ostatnich kilka dni spędziłem pokonując pieszo kilometry wzdłuż wybrzeża Bałtyku. Przechadzałem się pośród ulic miasta, które jest polskie od 81 lat. Czy to dużo? Niemało. Wystarczy, aby zupełnie zapomnieć, że kiedykolwiek było inaczej.

Czasami jedynie, spoglądając na niektóre domy, ma się wrażenie, że nie wyglądają jak inne, nowsze. Spod nazw ulic próbuję dostrzec poprzednie ich brzmienie, w kościele usiłuję zobaczyć ślad poprzednich modlitw - bez powodzenia. Gdyby ktoś nie powiedział mi, że kiedyś było inaczej, sam bym chyba nie uwierzył.

Wzdłuż wybrzeża rosną nowe budynki, hotele, restauracje. Pośród odwiedzających je osób wcale nierzadko słychać język poprzednich gospodarzy. Dokąd jadą w głowie, kiedy jadą tutaj?

Wdech, wydech, zdają się podpowiadać mi fale, ale odwracam wtedy głowę, nie chcąc czynić z Bałtyku beznadziejnie tandetnego personalnego coacha.

„Obyś żył w ciekawych czasach” głosi znany bon mot; nie wiem, czy nasze są ciekawe, pewnie każdy myśli tak o swoich. Gdyby ktoś chciał trafniej ująć moje czasy, musiałby powiedzieć „obyś żył w nagłówkowych czasach”, bo ograniczamy się coraz bardziej do konsumpcji kadłubka informacji, wobec którego od razu ustawiamy się, z zawczasu przygotowanym komentarzem.

Wdech, wydech, mimo wszystko zdaje się mówić do mnie morze. Tym razem nie odwracam głowy:

Dziś rano cały świat kupiłem,
gwiazdy i słońce, morze, las,
i serca, lądy i rzek żyły,
Ciebie i siebie, przestrzeń, czas.
Dziś rano cały świat kupiłem,
za jedno serce cały świat,
nad gwiazdy szczęściem się wybiłem,
nad czas i morskie głębie lat

Pisał to ponad 80 lat temu Baczyński. Czy to dużo? Nie na tyle, aby zapomnieć.

Ernest Przemingway

Dziękujemy za lekturę!

Jeżeli czytasz ten tekst, ponieważ podesłał go Tobie mailem ktoś inny, na kolejne wydania zapisać możesz się pod adresem: ladnemirzeczy.pl

Co można jeszcze przeczytać, jeśli ma się ochotę: