Dzień dobry,
to pierwsze wydanie „Ładne mi rzeczy”.
W lekturze nie znajdą Państwo inwestycyjnych gotowców, giełdowych pewniaków ani żadnych stanowczych instrukcji. Dołożymy jednak starań, aby po tych krótkich spotkaniach dobrze się Czytelnikom samodzielnie myślało - i aby nigdy nie zabrakło im tematów do rozmów.
Newsletter wysyłamy w piątki rano - Stocktavian August współtworzył przez długie lata duże polskie produkty konsumenckie i wie, że jest to najlepszy slot reklamowy. To ważne, ponieważ nasz newsletter od początku jest i pozostanie darmowy.
Według szacunków Redakcji, pierwsze wydanie trafi do około pięciuset osób. Przesyłając je swoim znajomym, przyjaciołom czy rodzinie, wyświadczają nam Państwo przysługę - za co dziękujemy.
Do lektury,
Stocktavian August
SPIS TREŚCI:
1/ Przegląd informacji z rynku wraz z komentarzem (SA),
2/ Jak szukać amerykańskich startupów (SA),
3/ Czym są dane alternatywne? (SA),
4/ Jedna książka na lato (MV),
5/ O czym jest ta Redakcja (EP)?
Przegląd informacji
Bank of America / Najzamożniejsze gospodarstwa domowe odpowiadają za nieproporcjonalnie dużą część wydatków, co utrwala inflację (30 czerwca 2026)
SA: Bardziej zamożne gospodarstwa domowe są w sposób naturalny mniej wrażliwe na wysokie ceny. Przy tak dużej proporcji wydatków w tej grupie, skłania to sprzedawców do utrzymywania lub wręcz podnoszenia cen, co przyczynia się do lepkości inflacji. Znamy pojęcie „ekonomii o kształcie litery K” - dwa ramiona tej litery rozchodzą się to w górę (zamożniejsi konsumenci), to w dół (mniej zamożni konsumenci).
Tymczasem, tworzy nam się - również w Polsce - zjawisko „cen o kształcie litery K”. Sprzedawcy utrzymują wprawdzie wysokie ceny, chcąc skorzystać z grup konsumentów gotowych je płacić, ale - nie zamierzając porzucać tych mniej zamożnych - wprowadzają cały zestaw zjawisk, aby ceny te były dla nich bardziej akceptowalne. Dysponują tu oczywiście wachlarzem tradycyjnych środków - permanentne wyprzedaże online, black friday, cyber monday, to tylko wybrane z nich.
Znacznie ciekawsze są jednak aplikacje własne, w zamian za lojalizację oraz dostęp do danych, oferujące kupowanie w cenach znacznie niższych od tych „ofertowych”.
Gospodarstwa domowe korzystające z tych rozwiązań, których w Polsce są co najmniej 2-3 miliony (a być może znacznie więcej, wliczając okazjonalnie korzystających) oddają komfort kupowania tego, czego się chce, w zamian za niższe ceny i robienie zakupów według harmonogramu promocji wytyczanego przez sprzedawcę.
Duzi sprzedawcy (markety, sklepy internetowe) zyskują tym samym:
→ narzędzie do śledzenia zachowań swoich użytkowników, ich lokalizacji, sposobu korzystania z aplikacji - dane te wykorzystywane są do retargetowania reklam, budowania segmentów użytkowników
→ przestrzeń reklamową oraz narzędzie kształtowania zwyczajów zakupowych w aplikacjach, wykorzystywaną w długoterminowych relacjach z dostawcami
→ wraz z systemem kaucyjnym, silne przywiązanie konsumentów do swojego sklepu
→ utrzymanie kontaktu z konsumentem po możliwych zmianach w sposobie, w jaki uzyskujemy dostęp do informacji online (post app, post web world wraz z wdrażaniem interfejsów AI)
Citi / Pomimo dotarcia przez Revolut do 80% dorosłej populacji Irlandii, tradycyjne banki utrzymały udział rynkowy w hipotekach i depozytach (30 czerwca 2026)
SA: Revolut to gracz wybitny w pozyskiwaniu użytkowników. Korzysta w tych wysiłkach z naprawdę sprawnego marketingu, świetnego pozycjonowania w marketach aplikacji Google oraz Apple oraz szczodrze pomyślanych nagrodach za polecanie aplikacji oraz zakładanie kont.
Szczerze mówiąc, na jego korzyść działa też zadowolenie użytkowników - Nikita Bier (odpowiadający w Twitterze za produkt) wskazywał zawsze, że każda aplikacja powinna wykorzystywać satysfakcję z jej używania i w sposób łatwy umożliwiać przesyłanie znajomym linków do pobrań.
Revolut ma w Europie dziesiątki milionów użytkowników, w samej Polsce jest tak naprawdę jednym z większych banków. (Ubolewam, że nie znamy statystyk o wykorzystaniu w naszym kraju jego produktów brokerskich, tak aby móc realnie ocenić jego wpływ na potencjał XTB).
Wiele wskazuje jednak na to, że dla wielu osób Revolut jest produktem „celowym”. Kartą na wakacje, do płatności online, do rozliczeń ze znajomymi, do krypto. Takie dane jak powyższe z Irlandii sugerują, że pomimo założenia konta, użytkownicy nie przenoszą się tam w całości ze swoimi oszczędnościami.
Prawdopodobnie mogłoby się to zmienić, po np. wdrożeniu tradycyjnych placówek, infolinii, przybraniu fasady „normalnego banku” - ale wówczas, Revolut przestałby chyba być Revolutem.
Kiedy zatem widzimy Revolut depczący tradycyjnej bankowości po piętach, cieszmy się - bo wpływa to dobrze na rozwój i jakość usług, przede wszystkim cyfrowych - ale pamiętajmy, że niekoniecznie oznacza to utratę czegokolwiek przez dominujące dzisiaj banki.
Stocktavian August
Jak szukać amerykańskich startupów?
Jeśli prowadzicie swoją fundację rodzinną lub fundusz, możecie pozostawać w błędnym przeświadczeniu, że swoje zainteresowania inwestycyjne musicie ograniczyć do uznanych funduszy VC lub sieci aniołów biznesu.
Można jednak również wykonać następujące kroki:
→ wejść na stronę „Startup Directory” Y Combinator (https://www.ycombinator.com/companies)
→ po lewej stronie wybrać ostatnie 3-4 „batche”, czyli okresy, w których Y Combinator dokonywał inwestycji. Będą to często startupy aktywnie poszukujące finansowania
→ na stronie startupu, który zainteresuje nas obszarowo, odnajdujemy dane jego foundera
→ znajdujemy go na twitterze / linkedin, piszemy dlaczego warto z nami porozmawiać. Wielu nas zignoruje, część nie (w konwersji na spotkania pomaga zwłaszcza dobry i rzetelny pitch - Polska to nie jest dla nich coś oczywistego)
→ spotykamy się online, rozmawiamy
Czy to rzeczywiście działa i można dokonać w ten sposób inwestycji? Zaręczam Państwu, że jest to możliwe.
Cała trudność leży oczywiście gdzie indziej: w skrupulatnej analizie, które spośród młodych firm niosą naszym zdaniem przesłanki wzrostu i warte są inwestycji, czyli - w przeprowadzeniu dobrego due diligence. (Wbrew pozorom i obiegowym legendom, niemal zawsze jest na nie czas).
Nie jest to oczywiście sugestia, że te startupy automatycznie są warte zainteresowania czy inwestycji - raczej wskazanie, że dostęp do samej rozmowy jest mniej zamknięty, niż mogłoby się wydawać.
(Jeśli prowadzą Państwo fundację rodzinną, family office, fundusz lub inny wehikuł inwestycyjny - mogą Państwo napisać do mnie email, pokażę na zanonimizowanym przykładzie Case study startupu z YC, w którym po due diligence nie zdecydowałem się na skorzystanie z przyznanej po wstępnych rozmowach alokacji).
Stocktavian August
Dane alternatywne
W dzisiejszym świecie decyzje podejmujemy często impulsywnie, w mgnieniu oka.
Jeżeli ktoś zadaje sobie trud czytania sprawozdań i analizowania bilansów, często uchodzi w oczach rynku za wybitnego analityka. Tymczasem, jeśli się nad tym zastanowić - nie ma w tym niczego unikalnego.
Każdy widzi te same dane, dostępne są one dla wszystkich w tym samym momencie i w tej samej formie. Cała „przewaga” miałaby w tym przypadku leżeć w czasie, jaki czytający gotowy jest poświęcić na analizę - co trudno przewagą nazwać.
(Chyba, że ktoś potrafi wyciągnąć z dokumentów zupełnie nieoczywiste wnioski - są tacy analitycy, zwłaszcza, gdy mają dodatkową wiedzę, np. medyczną, prawniczą, techniczną).
Gdzie zatem poszukuje się dzisiaj przewag konkurencyjnych przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych? Poza umiejętnością dobrego czytania rynków lub trendów, mówi się nierzadko o tzw. danych alternatywnych.
Danych alternatywnych - czyli danych niedotyczących wprost analizowanej inwestycji, danych, które pozyskujemy i wykorzystujemy na potrzeby naszych decyzji.
Niektóre fundusze wysyłają analityków w podróże, aby koczowali pod magazynem sieci i zliczali tiry, inne zamawiają zdjęcia satelitarne, aby obserwować postępujące zaawansowanie budowy fabryki. Są to dość zaawansowane i specyficzne przypadki, nierzadko wymagające specjalistycznej wiedzy. (Moim ulubionym przykładem były analizy wpływu prądów morskich na zużycie paliwa przez statki, na które natknąłem się czytając o spółce ZIM).
A jakimi danymi alternatywnymi możemy posłużyć się w Polsce? Dość nisko leżące wydają się trendy google, a półkę wyżej położylibyśmy:
→ dane dot. ruchu internetowego oraz aplikacji mobilnych. Te znajdziemy u komercyjnych dostawców, jak np. Similarweb, Appstoretracker czy Mediapanel, choć należy każdorazowo zapoznać się z metodologią zbierania oraz wyłączeniami
→ dane dot. otwieranych przez dane firmy rekrutacji
→ opinie pracowników na portalach je agregujących, np. gowork - choć pamiętajmy, że częściej opiniują niezadowoleni, a nierzadko niezadowolenie wzbudzać mogą decyzje, które z punktu widzenia akcjonariuszy są korzystne
→ opinie, recenzje użytkowników produktów
→ liczba i rodzaj reklam, liczba wzmianek w social media
→ są również dane, które na pozór nie są dostępne - np. pochodzące z aplikacji mobilnych informacje o ruchu w danych placówkach czy sklepach. Jeśli dana polityka prywatności, regulacje, zgody użytkowników itp. dopuszczają takie komercyjne wykorzystanie, można spróbować nabyć taki segment danych - choć nie jest to rozwiązanie uniwersalnie dostępne
Z różnego rodzaju tak otrzymanych danych, układamy potem „mozaikę” danej inwestycji - i tutaj już niekiedy możemy dojść do unikalnych wniosków, które decydować będą o naszej indywidualnej przewadze.
Stocktavian August
Jedna książka na lato
Lato kojarzy się z czytaniem rzeczy lekkich i przyjemnych, często na plaży lub przy basenie - takich rankingów jest jednak mnóstwo i niekoniecznie mógłbym dodać tutaj cokolwiek odkrywczego.
W naprawdę ujmującym wierszu „bluebird in my heart” Charles Bukowski pisał natomiast:
there's a bluebird in my heart that
wants to get out
but I'm too tough for him,
I say,
stay down, do you want to mess
me up?
you want to screw up the
works?
you want to blow my book sales in
Europe?
W polskim tłumaczeniu* brzmi to jak niżej, choć niestety, jak to w tłumaczeniach bywa, nieco gubimy; „drozd” - choć dźwięczny i dosłownie przetłumaczony - nie brzmi tak czytelnie jak „bluebird”, ptak melancholii.
(Od „blue”, czyli koloru kontemplacji, emocji, uczuć, czasem smutku - jak w bluesie czy filmie „blue valentine”).
(W zasadzie, ja pewnie akurat samo określenie przetłumaczyłbym po prostu jako „melancholijny ptak”, skoro polski czytelnik i tak już przyzwyczajony jest do „malowanego ptaka” Kosińskiego, a Bukowski wybrał „bluebird” nie z miłości do drozdów, ale za sprawą „blue” właśnie).
(A zatem)
w moim sercu jest drozd
który chce się wydostać
ale jestem dla niego za mocny
mówię: zostań tu
chcesz wszystko spieprzyć?
chcesz popsuć całą robotę?
chcesz obniżyć nakład
moich książek w Europie?
*(przekład pana Mateusza Witkowskiego, znaleziony 1 lipca 2026 r. na stronie „literatura wywrota pl”)
„nakład moich książek w Europie” - Charles wiedział, że lubimy tutaj u nas czytać, czytamy chętnie rzeczy takie, hm, kulturalne, nierzadko jakoś tam wzniosłe, o których można sobie potem ze znajomym przy winku i desce serów cały wieczór rozmawiać.
A zatem, mamy już Bukowskiego, Europę, melancholię i wino, i trudno chyba, aby rekomendowaną książką nie stało się coś Michela Houellebecqa. Houellebecq to pisarz ze wszechmiar wybitny (wiem, wiem, brzmię jak nauczyciel Bladaczka z Ferdydurke).
Na czym polega jego wybitność? Ma oczywiście fantastyczny styl, zdania mu idą tak, że bam bam bam, jest tempo, jest humor, świetnie też zapisuje dialogi. Jego bohater to zawsze ten sam gość, różni się tak naprawdę tylko majętnością. Ma doskonałe wstawki, które potrafią zamknąć książkę, jak na przykład pytanie w Serotoninie, czy Chrystus musiał być tak dosłowny zawieszając się na krzyżu, z którymi potem chodzimy miesiącami w głowie.
Jest też Michel osobą społecznie kontrowersyjną, być może trochę z pogranicza „nie spotykaj swoich bohaterów”, obejrzy się z nim jakiś wywiad i w zasadzie nie ma się ochoty słuchać tego dłużej niż minutę. Ale, to wszystko jest Houellebecq późny, znany, sławny.
A na wakacje, poleciłbym Houellebecqa innego - wczesnego, nieprzepełnionego jeszcze cywilizacyjną trwogą i niechęcią - „Poszerzenie pola walki”.
Jest już tam ten zanik, pustka, ale jest też i humor, urocza nieporadność, a sama książka nie jest długa. Na dwutygodniowym wyjeździe, nad basenem, musielibyśmy czytać zaledwie 15 stron dziennie, aby się z nią uwinąć.
I w zasadzie jest to cały ranking, bo gdyby był dłuższy, byłby oszustwem, bo wszyscy wiemy, że na wyjazd bierzemy książek dziesięć, a nie czytamy ani jednej.
Marek V.
O czym jest ta Redakcja?
W tym miejscu przypomnimy tekst, który został już kiedyś napisany. Na jego końcu znajdują się bowiem słowa Jorge Luisa Borgesa, które stanowią nieoficjalne motto Redakcji. (Jedno z wielu - często je zmieniamy, nie zawsze też pamiętamy, które obecnie obowiązuje).
Oto owy tekst:
Skąd wiemy, jak brzmi fortepian?
Kiedy czytamy to zdanie, słyszymy go już w głowie. Każdy czytelnik oprze się na innym wyobrażeniu dźwięku tego instrumentu; dla wielu będzie to zasłyszany gdzieś na szkolnej gali Szopen, niektórzy zawędrują do Bacha, jeszcze inni do Eltona Johna czy Alici Keys.
Skąd jednak wiemy, że owo brzmienie należy przyporządkować właśnie do tego instrumentu? W naszym życiu zaszła kiedyś intymna relacja pomiędzy dźwiękiem a obiektem, który go wydobywał; nauczyciel muzyki nazwał to słowo: f o r t e p i a n, chłopcze, i tak już pozostało.
Choć sztuczna inteligencja to zgodnie z definicją Larry'ego Tesslera wszystko to, czego jeszcze nie udało nam się zrobić, niezaprzeczalnie zrobiliśmy ku niej kilka potężnych kroków, susów nawet. Kto nauczy ją, jak brzmi fortepian? My, ludzkość, całym naszym utrwalonym i zapisanym dorobkiem.
"Misją człowieka na ziemi jest pamiętanie... Nie ma żadnej nauki, żadnej mądrości, a nawet miłości. W końcu wszystko się zlewa i sprowadza do jednego - pamięci".
(Alfred Perles, Zaprzaniec).
Jeśli zatem na chwilę oddamy się rozważaniom godnym Ostatniego pytania I. Asimova, fatalistycznie (lub nie!) będziemy mogli uznać, że owa sztuczna inteligencja jest kolejnym krokiem w ewolucji naszego jakże dynamicznego gatunku. Poszerzeniem pola, w oparciu o które definiujemy się na nowo wraz z każdą kolejną generacją.
Wyjaśniliśmy już sobie, jak uczymy się dźwięku fortepianu. Skąd jednak wiemy, jak przebiegała nasza historia? Czy wiedzę o Napoleonie Bonaparte będziemy czerpać z hagiograficznych pamiętników jego adiutantów, czy też z przekazów brytyjskich historyków? A może właściwszy będzie tutaj Stendhal?
Recency bias, błąd poznawczy - ważna rzecz w postrzeganiu świata przez ludzi. Czy par extension będzie to ważna rzecz w postrzeganiu świata przez sztuczną inteligencję? Znów: "W końcu wszystko się zlewa i sprowadza do jednego - pamięci". Jak zatem tworzy się zbiorowa pamięć, odzwierciedlona w setkach terabajtów danych zapisanych w internecie?
Internet ma około 40 lat; procentowo, większość naszej historii wytworzyła się przed jego narodzinami. O tak ważkich kwestiach jak choćby historia chrześcijaństwa decydowali przed niemal dwudziestoma wiekami Ojcowie Kościoła, nierzadko argumentem siły wysyłając na śmietnik wiele potencjalnych, alternatywnych wersji znanej nam dziś tradycji. Vae victis!
Tym, co pomaga współczesnym snobom kulturowym jest swego rodzaju hermetyczność i wsobność europejskiej kultury; wystarczy przyswoić sobie kilkanaście - w porywach kilkadziesiąt - ważnych tekstów czy autorów, aby poruszać się pośród kontynentalnej sztuki z dużą swadą i wielkomiejską pewnością. (A spróbujcie wydobyć od kogoś takiego jego definicję postmodernizmu, to dopiero będzie heca).
Sztuczna inteligencja, na tę chwilę, nie odpowiada na nasze pytania. Kiedy ją o cokolwiek pytamy, ów duży model językowy zasięga do zbiorowej, utrwalonej pamięci ludzkości, zwracając nam informację, jak wyglądałaby odpowiedź na nasze pytanie.
Znanym i lubianym w Polsce przykładem na to, jak sztampa zastępuje myślenie, jest fragment Ferdydurke:
„Dlaczego w poezjach wielkiego poety, Juliusza Słowackiego, mieszka nieśmiertelne piękno, które zachwyt wzbudza?
W tym momencie jeden z uczniów, zakręciwszy się nerwowo, zaczął pojękiwać, że jego ta twórczość nie zachwyca. Ta wypowiedź sprowokowała nauczyciela, zwanego przez uczniów Bladaczką, do gwałtownej reakcji;
[...] A Bladaczka wykrzykiwał z entuzjazmem, że „zachwycamy się Słowackim, gdyż wielkim poetą był”, a obdarzamy go czcią, „ponieważ wieszczem był”.
Zobaczmy zatem, jak na pytanie o Słowackiego i nieśmiertelne piękno odpowiada w żaden sposób niespromptowany (tj. uprzednio nie wychowany) ChatGPT:
Pytanie do chata: Dlaczego w poezjach wielkiego poety, Juliusza Słowackiego, mieszka nieśmiertelne piękno, które zachwyt wzbudza?
Odpowiedź: W poezji Juliusza Słowackiego, jednego z największych poetów polskiego romantyzmu, nieśmiertelne piękno i zdolność do wzbudzania zachwytu wynikają z kilku kluczowych elementów:
Głębia emocjonalna.
Bogactwo językowe.
Wizjonerstwo i filozoficzna głębia.
Innowacyjność i eksperymentalizm.
Wszystkie te elementy sprawiają, że poezja Słowackiego jest uważana za nieśmiertelną i ciągle budzi podziw nowych pokoleń czytelników.
Podziw! Podziw nie tylko mój, czy - czytelniku - Twój, ale podziw nowych pokoleń. Codziennie w tramwaju przyglądam się temu, jak kolejne pokolenia czytelników przemieszczają się przez miasto bez wyraźnego celu, w nieustannym podziwie dla poezji Słowackiego. Bladaczko, spoczywaj w pokoju.
Misją zatem człowieka na ziemi jest pamiętanie - aby cokolwiek spamiętać, musimy się jednak wszystkiego najpierw nauczyć. Słuchamy w tym zakresie szkolnych nauczycieli i korzystamy z obowiązujących nas źródeł. Nasze "wychowanie" nie różni się tym samym dalece od tego, które otrzymuje sztuczna inteligencja.
Kaspar Hauser, szesnastoletni chłopiec, który pojawił się w 1828 r. na ulicach Norymbergi, był zaiste "enigmą swoich czasów". Według przeprowadzonego dochodzenia, całe dotychczasowe życie spędził w ciemnej celi, a jedyne co potrafił powiedzieć to Chcę zostać kawalerzystą, jak mój ojciec.
Siłą rzeczy nie wiedział zatem niczego ani o Napoleonie, ani o jakże popularnym wówczas Stendhalu. Czy wiedział, kim jest "kawalerzysta", kim jest "ojciec" i co to w zasadzie znaczy "chcę"? Z dużą dozą prawdopodobieństwa - jego rozumienie konia było tożsame z dzieckiem nauczonym słowa "fortepian", które nigdy nie usłyszało jego dźwięku.
Dlaczego jednak wspominam o tej na poły legendarnej postaci? W 1974 roku posłużyła ona bowiem jako pierwowzór do filmu Wernera Herzoga; w tytułową rolę wcielił się naturszczyk Bruno S. Ten sam Bruno S. zagrał później w filmie "Stroszek", również w reżyserii Herzoga.
Sam film "Stroszek" zasłynął z kolei m. in. z tego, że tuż przed samobójczą śmiercią obejrzał go wokalista Joy Division, Ian Curtis. Zespół ten nazywał się zresztą wcześniej Warsaw, podobnie jak stolica całkiem sporego kraju w środkowej Europie. Po "Stroszku", Curtis zdążył nastawić jeszcze w gramofonie płytę "The Idiot" Iggy'ego Popa. (Nazywająca się identycznie jak jedna z powieści Fiodora Dostojewskiego).
Wszystko to, nawet kiedy mówimy o chłopcu potrafiącym wymówić jedynie pojedyncze zdanie. Tego wszystkiego nauczy się sztuczna inteligencja i to zapamięta. A następnie, odpowie na nasze pytanie tak, jak powinna wyglądać na nie odpowiedź - biorąc pod uwagę cały ten nasz, niebagatelny zresztą, wysiłek ostatnich dwóch, może trzech, tysięcy lat.
"Nie jestem pewien, czy w ogóle istnieję. Jestem wszystkimi pisarzami, których przeczytałem i wszystkimi ludźmi, których poznałem". Słowa te wypowiedział wprawdzie Jorge Luis Borges, jestem jednak przekonany, że pasują jak mało które w stosunku do sztucznej inteligencji, która się w Borgesie zaczytywała.
(A która jeszcze (!) do jego argentyńskich pięt nie dorasta).
Ernest Przemingway
Dziękujemy za lekturę!
Jeżeli czytasz ten tekst, ponieważ podesłał go Tobie mailem ktoś inny, na kolejne wydania zapisać możesz się pod adresem: ladnemirzeczy.pl


