"Zbiorowe rozdrażnienia", czyli o krótkotrwałej odbudowie narodowej wspólnoty - w gniewie.
Rene Girard, francuski filozof, głosił tezę "mimetycznego pożadania".
Siłą napędową ludzi miały być pragnienie, zazdrość, chęć posiadania i bycia jak inni, skrywane pod postawami aspiracyjnymi.
Zdaniem Girarda, kumulacja tych emocji doprowadzała historycznie do emocji tak silnych, że konieczne było ich przecięcie, w postaci rytualnego zabójstwa kozła ofiarnego.
Po jego dokonaniu, oczyszczone społeczeństwo mogło przez jakiś czas funkcjonować w spokoju.
W naszym kraju, napięcia majątkowe muszą być w ostatnim czasie szczególnie silne - być może to wynik zahamowania wzrostu pensji, być może inflacja, być może instagram i widok tego, co rzekomo mają inni.
Narasta w nas być może poczucie względnej deprywacji - nie jest źle, ale komuś obok jest lepiej i niełatwo nam zaakceptować dlaczego.
Renegirardmaxxing zyskał u nas na częstotliwości - już w tym tylko roku dokonaliśmy rytualnego uboju dwóch grup zawodowych: artystów oraz lekarzy.
Czy jeszcze w styczniu ktokolwiek podejrzewałby, że akurat oni staną się obiektem tak intensywnej społecznej niechęci?
Powodowany obawą, że to mimo wszystko może być dla nas zbyt niewiele, sugeruję, aby na drugą połowę roku już zrobić plany:
-> notariusze (pod kątem ilości pracy i wynagrodzeń zapewnią rozrywkę nie mniejszą, niż przy lekarzach, jest też monopol i konieczność korzystania z usług)
-> sędziowie (chyba, że fakt małych wynagrodzeń pozwala ignorować niską etykę pracy)
-> budowlańcy, mechanicy (nie no, z vatem będzie drożej, hehe)
-> a już na Święta, coś wyjątkowego. My sami, jako finalna samo-hekatomba.
(ignorowanie ograniczeń prędkości, fakturki na wszystko, trucie smogiem, terminy w przychodniach "na wszelki wypadek", lewe l4 do pracy, zakupy w czasie pracy zdalnej, podkręcanie umów "na zdolność kredytową" albo pod urlop macierzyński itd. itd.)
