Dzień dobry,
na tak rozchwianym rynku, jaki towarzyszy nam w ostatnich tygodniach, łatwo o skojarzenia marynistyczne.
Myślimy o sztormach, silnych falach, chorobie morskiej, bujaniu łodzią, rozbitkach, szkwałach, bałwanach, nurtach, odmętach i wszystkich innych tych słowach, jakie nasz piękny polski język zarezerwował dla gniewnego morza.
Po sztormach, które zawsze przecież się kończą, niczym rozbitkowie lądujemy niekiedy na wyspach - ograniczamy swój świat do możliwie najmniejszego, tak aby potrafić go lepiej rozumieć, kontrolować, czuć się w nim bezpieczniej. Czasami robimy to sami, czasami robi to za nas świat, jak na przykład w przypadku Napoleona, osadzonego na Elbie w wyniku wielkiej awantury, jaką raczył był wywołać w Europie.
Owa wyspa staje się niekiedy dla nas domem na długo, niekiedy zaś, jak w przypadku Napoleona, jedynie odskocznią. (W jego przypadku, oczywiście, po prostu do kolejnej wyspy).
Sztormy są rzeczą naturalną, bycie rozbitkiem również. W pewnym sensie to od nas zależy, czy trafiliśmy na Elbę - czy na Świętą Helenę.
Do lektury,
Stocktavian August
SPIS TREŚCI:
1/ Czy istnieją dzisiaj trwałe przewagi konkurencyjne (SA),
2/ Skrócony Briefing Giełdowy (SA),
3/ Freud / Bacon (MV),
4/ Na czym polegał model Scale AI? (SA),
5/ Podróż z Hemingwayem (EP).
Czy istnieją dzisiaj trwałe przewagi konkurencyjne?
Wobec zmian w sposobie tworzenia i dystrybucji technologii, przemyślenia wymagają trwałe przewagi konkurencyjne (moats). Skoro tworzenie oprogramowania staje się coraz tańsze, a jego kopiowanie coraz łatwiejsze, to w czym powinno upatrywać się przewagi nad konkurencją?
Wskażmy trzy obszary:
→ Unikalne dane (proprietary data). Nie chodzi o informacje, które każdy może kupić lub znaleźć w internecie, ale o zasoby tworzone przez przedsiębiorstwo w toku jego działalności, czy to od zera, czy poprzez ich odpowiednią agregację. Choćbyśmy stworzyli aplikację w 10 minut, nie skopiujemy kilkuletniej historii transakcji, zachowań użytkowników czy pomiarów ruchu.
→ Efekty sieciowe (network effects). Usługa staje się tym bardziej atrakcyjna, im więcej osób z niej korzysta. Warto tutaj dodać również samą przewagę dystrybucyjną, jaką jest możliwość sięgnięcia z nowym produktem do szerokiej bazy użytkowników. Stworzenie od zera bazy jest dzisiaj wyjątkowo trudne, zarówno z uwagi na koszty akwizycji, jak i zwyczajne zmęczenie ludzi kolejnymi aplikacjami, których instalowania i obsługi muszą się uczyć.
→ Urządzenia i infrastruktura (device). Oprogramowanie powiązane z urządzeniami, zwłaszcza w ramach zamkniętych ekosystemów (w których nie udostępnia się danych na zewnątrz), skutecznie wiąże ze sobą użytkowników. Przykładami mogą być Apple czy WHOOP. Można stosunkowo łatwo odtworzyć funkcjonalności samych aplikacji - panele, wizualizacje, znacznie trudniej jednak dostarczyć milionom użytkowników urządzenia i zbudować wokół nich cały ekosystem.
Stocktavian August
Skrócony Briefing Giełdowy
Niniejsza formuła stanowi skróconą wersję formatu „Briefingu giełdowego”, znanego z twitterowego profilu SA.
Jak wskazywaliśmy w pierwszym wydaniu - w naszym piśmie nie znajdą Państwo inwestycyjnych gotowców, giełdowych pewniaków ani żadnych stanowczych instrukcji - poniższy format przygotowany został w wierności do tej deklaracji.
Ostatni czas na giełdzie był obiektywnie trudny, osobiście zaś takie jego określenie rozszerzyłbym na cały ten rok. Nierzadko odnieść można było wrażenie, że tak naprawdę wielu inwestorom za całą tezę wystarczyła znajomość kilku słów, takich jak compute, jevons czy memory i niczym turyści odwiedzający daleką krainę, zadowalali się tym, że mogą zamówić piwo w restauracji.
Co gorsza, sama głębsza znajomość zagadnień nie tylko nie pomagała, ale wręcz przeszkadzała - nagle bowiem nie łapaliśmy się na co lepsze trendy, ponieważ mieliśmy wątpliwości, zaś potencjalne inwestycje kierowane fundamentami nieszczególnie się sprawdzały - rynek skakał bowiem radośnie od narracji do narracji, choćby nie miała żadnego sensu. (AI nas wszystkich zabije - kupujmy cyber security!).
Do tego, na co wskazywał bardzo niedawno mądrze mądry Bill Ackman, struktura rynku sprawiła, że lewarowane etf-y do spółki z inwestorami indywidualnymi potęgowały ruchy i zwiększali ich gwałtowność - jeśli zatem ktoś ustawiał się na śledzenie trendu, wybicia, ciasne stop lossy - cóż, nie miał co do zasady łatwego życia.
Nagle jednak, z nie do końca w zasadzie wiadomych przyczyn (jest ich bardzo wiele, ale wszystkie są znane od co najmniej pół roku) - rynek dostaje drgawek, wszyscy zaczynają nagle zadawać sobie pytania: co w zasadzie ta spółka robi? jaki jest koszt finansowania, w oparciu o który się rozwija? czy w tym zysku jest uwzględniony koszt trenowania modeli?
I tak dalej. Bardzo mądre pytania! Na tym etapie brzmią jednak mimo wszystko jako spóźnione - owe spółki albo w wyniku splotu zdarzeń bardzo odbiją i znów wszyscy o nich zapomną, albo stracą jeszcze bardziej i wówczas nikt nie będzie już zainteresowany odpowiedziami na nie, skoro uzyska je wcześniej z parkietu.
Czy jeśli cały, wielki topos AI się załamie, rynek ma szansę znaleźć nową, przewodnią narrację? Jeśli musiałby jej niestety szukać - niestety, bo byłoby to chyba zdarzenie o wielkim, negatywnym wpływie na rynki - to prawdopodobnie rozpatrywałby sektory kosmiczny oraz robotyczny.
Być może inwestorzy powinni obecnie analizować mało znane i nieszczególnie popularne etf-y na te sektory, aby zidentyfikować w nich możliwe okazje? Cóż, na pewno nie zaszkodzi być przygotowanym na każdą okoliczność.
Stocktavian August
Freud / Bacon
„ […] kości, mięso, wnętrzności i naczynia krwionośne powleka skóra, i widok człowieka czyni znośnym […]” - tak, w swoim wyluzowanym, dobrym na randki stylu, pisze do nas Fryderyk Nietzsche w książce Ludzkie, arcyludzkie.
Kilka lat temu, w szacownym Tate Britain, obejrzeć można było wystawę pod tytułem "All too human" (Arcyludzkie). Zgromadzono tam obrazy powstające głównie w dwudziestowiecznym, rozentuzjazmowanym i kosmopolitycznym Londynie, którego energia, tłamsząc się pod wyniosłym spojrzeniem mijającej epoki, buzowała w zdezelowanych po Blitzie pracowniach malarskich, szastała „nowymi” pieniędzmi w prywatnych knajpach Soho, i czasem tylko - gdy odnajdowała utraconą trzeźwość - znajdowała ujście na płótnie, na które niecierpliwie wyczekiwał już właściciel jednej z powstających jak grzyby po deszczu galerii.
Odwiedzający wystawę chodzili po niej niemal na palcach, tak aby nie zbudzić śpiących, wylewających się z obrazów ciał bohaterów Lucjana Freuda. Inni byli speszeni na widok wnętrzności uwikłanych w geometrycznych figurach Francisa Bacona. Wszyscy wzdrygali się na widok brzydoty płócien Franka Auerbacha. Przy ogromnych obrazach współczesnej Jenny Saville czuli się, jak gdyby przechodząc koło ringu, przypadkiem dostali odpryskiem krwistej smużki, tak realistyczna była wielka, zbita na kwaśne jabłko kobieca twarz z jej Reverse.
Bezpośrednich źródeł opisywanej wystawy należy upatrywać w wystawie „The Human Clay” (Ludzka glina), zorganizowanej w 1976 r. w Hayward Gallery w Londynie przez amerykańskiego (acz rezydującego w Wielkiej Brytanii) malarza R.B. Kitaj.
Na wystawę Kitaj zaprosił Freuda, Bacona, Andrewsa, Auerbacha, Davida Hockneya czy Leona Kossofa, zgromadzoną tam szajkę przezwał zaś autorskim określeniem „Szkoła londyńska”. Wszyscy ci artyści zadawali sobie pytanie – czy da się wiernie oddać na płótnie naturę ciała ludzkiego?
Każdy z nich odpowiadał na te pytania na swój sposób, wszystkich jednak drogi prowadziły do podobnej odpowiedzi – sens ma malarstwo figuratywne, za punkt odniesienia mające rzeczywiście istniejące kształty, płaszczyzny czy wymiary.
Teza iście rewolucyjna, po kilku poprzednich dekadach, w których tryumfy odnosił niczym nieskrępowany abstrakcjonizm. Nowi zdobywcy poczynali sobie jednak całkiem śmiało – Bacon, pijany jak bela, w wywiadzie z Davidem S. (jest na youtubie) pretensjonalnie zgrywał się, że nie pamięta określenia "ekspresjonizm abstrakcyjny" i nie wie co to jest.
Freud, który z kolei zawsze zachowywał się trochę tak, jakby wszędzie widział duchy, sprawę skomentował nieco skromniej: „Artysta powinien objawić się w swej pracy nie bardziej niż Bóg w naturze: człowiek jest niczym, dzieło jest wszystkim”.
Niechęć do abstrakcjonizmu była szczególnie silna właśnie u tej dwójki. Złączeni trwającą dziesięciolecia przyjaźnią (która urwała się nagle, z powodów nigdy przez nich nie wyjaśnionych), niejednokrotnie malowali się wzajemnie.
Te wzajemne portrety przypominają nieco zabawy, jakim w malowaniu oddawali się Van Gogh i Gauguin. W przeciwieństwie jednak do namalowanego przez Gauguina w 1888 r. „Malarza słoneczników”, przedstawiającego Van Gogha skupionego przy pracy, pogrążonego w kojącym akcie tworzenia, obrazy Bacona ukazują zupełnie innego bohatera.
Namalowany w 1964 r. „Study for portrait of Lucian Freud” przedstawia pełną strachu i niepokoju postać, pod skórę twarzy której dostał się chyba strach, rozwalając ją od wewnątrz; mężczyzna ten tłoczy się w rogu kanapy w blasku pojedynczej żarówki, która nie jest w stanie rozświetlić pokoju pogrążonego w ciemności.
To nie są niewinne zabawy w malowanie. Jak to jest okupować ciało, zdają się pytać nas ci malarze. Ich figury, doświadczone powszechnym, powojennym poczuciem utraty, literalnie wołają o pomoc, na którą jest już – jak się zdaje – zbyt późno.
Nieprzypadkowo charakterystyczny styl Bacona, zresztą samouka, wykształcił się w pełnej krasie bezpośrednio w latach następujących po II wojnie światowej. Każdy z ludzi coś wówczas utracił, zrobił coś wewnętrznie sprzecznego, nieakceptowalnego lub też – po prostu – nie potrafił dłużej zrozumieć co to w zasadzie znaczy, że jest się człowiekiem, skoro pozwolono, aby nie znaczyło to nic. (Jest to bardzo widoczne również u niektórych polskich malarzy, np. Andrzeja Wróblewskiego).
Marek V.
Na czym polegał model Scale AI?
W ubiegłym roku Meta zapłaciła miliardy dolarów za udziały w Scale AI. Czym właściwie zajmuje się ta firma?
Przede wszystkim - pracą na danych potrzebnych do trenowania modeli oraz oceną tego, jak one sobie radzą:
→ Samochody autonomiczne potrzebowały danych, na których mogłyby nauczyć się rozpoznawać otoczenie. Ktoś musiał zatem oznaczyć na milionach zdjęć samochody, pieszych, znaki drogowe. Scale zajęło się organizowaniem tego procesu.
→ Modele muszą nie tylko otrzymywać odpowiednie dane. Wynik ich pracy trzeba również ocenić, w szczególności jeśli dotyczy profesjonalnych dziedzin (prawo, medycyna, podatki itp.). Scale AI zaczęło zatem organizować pracę ekspertów analizujących odpowiedzi modeli.
Scale AI nie stworzyło wcale żadnej nowej technologii sztucznej inteligencji - odpowiednio wcześnie natomiast zidentyfikowało potrzebę, aby zewnętrznie zorganizować procesy i ludzi niezbędne do ich powstawania.
Przygotowanie warstwy organizacyjnej i technologicznej, pomiędzy laboratoriami AI a ogromnym, rozproszonym procesem tworzenia i oceny danych: cudowne w swojej prostocie - ale i w przenikliwości.
A jeśli czyta nas jakikolwiek fundusz i jest zainteresowany inicjatywą replikacją tego modelu w miniaturze i ujęciu swoiście polskim - można śmiało napisać do nas email.
Stocktavian August
Podróże Hemingwaya. (Nie mylić ze mną).
Obok pomnika Máximo Gomeza przemknęło zbyt wiele małych fiatów, abym uznał to za przypadek. Zagaduję Sandro, mojego gospodarza. Siedzimy we dwóch na balkonie, palimy cygara, sączymy rum. Nad Hawanę powoli nadciąga zmrok.
– Si, fiat polaco, polaquito – potwierdza. „Polaczek”. Czasem mówimy dzieciom, że ich ulubione zwierzątka wcale nie umarły, tylko żyją sobie dalej w jakimś zwierzęcym parku. Ze szklaneczką añejo blanco w dłoni dobrze pomyśleć, że wszystkie te maluchy, przemierzające kiedyś polskie szosy, przeniosły się teraz na piękną karaibską wyspę.
Sandro poszedł oglądać „Grę o tron” z pirackiego DVD. Korci mnie bardzo, żeby zdradzić mu jakiś szczegół z późniejszych odcinków, ale zamiast tego dopalam cygaro, zakładam skobel w drewnianych drzwiach pokoju i kładę się spać. Niechaj zachodnia pop kultura szerzy się w swoim własnym, nieprzymuszonym tempie.
Rano budzi mnie syrena tankowca wpływającego do portu. Wychodzę na spacer - w kilku miejscach widziałem hasło „Viva Fidel”, o dziwo jednak częściej pojawia się Ernesto Guevara. Twarz Argentyńczyka, wzorowana na Guerrillero Heroico, zdjęciu wykonanym przez Alberta Kordę, zdobi niezliczone ściany kubańskich budynków.
Comandante jest na wyspie wszechobecny – murale, koszulki, magnesy, piosenki, książki, muzea, berety, pijackie krzyki i toasty. Ale Kuba to kraj dwóch Ernestów, z których żaden nie urodził się na kubańskiej ziemi. Obaj opuścili wyspę i zmarli niedługo po obaleniu Fulgencio Batisty - obaj zresztą od kuli.
Na pierwszy ślad pisarza trafiamy w słynnym barze Floridita. Wewnątrz z milion osób, ale nieodmiennym zrządzeniem losu przy barze są wolne krzesełka. Robert Manning w artykule z „The Atlantic” z 1965 r. relacjonował, że już w połowie lat 50. sława Hemingwaya przyciągała do lokalu tłumy, lecz zdaniem Papy drinki były dobre jak zawsze. To akurat się nie zmieniło.
– Te daiquiri są rzeczywiście świetne – partnerka szepcze mi na ucho, a przecież nie spróbowała jeszcze wersji na truskawce. Ruszamy dalej. Ulicą O’Reilly zmierzamy w kierunku Plaza de la Catedral. Przez otwarte drzwi i okna zaglądamy do kamienic. W jednej widzimy dzieci w mundurkach wpatrzone w tablicę, w innych – klientów sklepu z owocami, zakładu fryzjerskiego czy rzeźnika. Nikt zdaje się nie zwracać uwagi na panujący na zewnątrz harmider i zgiełk.
Przy ulicy Empedrado odnajdujemy bar La Bodeguita del Medio, w którym Ernest pijał mojito. Przed knajpą grupa kobiet w barwnych strojach pozuje do zdjęć z gigantycznymi nieodpalonymi cygarami w dłoniach.
Jakieś to wszystko podejrzane, myślę sobie. Wieczór spędzamy w barze, w którym nie bywał żaden z Ernestów, ale jest za to miła muzyka i lodowate kubańskie piwo Cristal. Późną nocą wracamy do casa particular. Sandro męczy kolejny sezon „Gry o tron”. Całkiem sprawnie dogania Zachód, który dla niego leży jakieś 160 km na północ.
Zasypiając, z lekkim szumem od drinków oraz dźwięku fal, myślę sobie, że lepiej być swoim Ernestem, niż ganiać po świecie za cudzymi.
Ernest Przemingway
Dziękujemy za lekturę!
Jeżeli czytasz ten tekst, ponieważ podesłał go Tobie mailem ktoś inny, na kolejne wydania zapisać możesz się pod adresem: ladnemirzeczy.pl


