Nie czytasz? Robisz sobie jakąś krzywdę - na rynku pracy:
-> popularna funkcja podsumowań AI odbiera kontakt ze zdaniem, składnią i słowem. Skazujesz się na obieg tych samych 300 słów, tych samych streszczeń, tych samych bezpiecznych konstrukcji
-> polszczyzna bywa niepraktyczna w komunikacji, prowadzi do nieporozumień: zbyt opisowa, zbyt wieloznaczna, zbyt skłonna do odcieni. W dobie AI okazuje się to jej przewagą
-> dzięki lekturze Tuwima człowiek wie, że czerwony jest - i owszem, ale bywa też rdzawo-miedziany, karminowy, malinowy, ceglasty, brzoskwiniowy. Że ktoś może coś pić, ale może też chłeptać, siorbać, chlupać, sączyć
-> zasób słownictwa staje się odtąd magazynem, z którego czerpiemy w kontakcie z maszyną. Jeśli w meblobuku powiesz, że chcesz "kuchnię, no taką normalną", dostaniesz kuchnię normalną, czyli generyczną. Tak samo działają prompty: "wygeneruj mi z tego profesjonalną prezentację" to prosta droga do tego, żeby zginąć jak śliwka w kompocie
-> Wittgenstein był może trochę nowatorski, gdy pisał, że granice języka są granicami świata. Coraz bardziej nabieram przekonania, że ta teza zyskuje dziś nowe znaczenie -> granice języka stają się granicami nie tylko świata, który potrafimy opisać, ale też świata, który potrafimy w relacji z maszyną wytworzyć
Polacy wydają mi się całkiem dobrze przygotowani do relacji z nowym wspaniałym światem:
-> duży talent programistyczny
-> język odpowiedni do bogatego opisu
-> społeczna gotowość do wdrażania nowinek
A zatem - nie streszczaj się w nadmiarze!
