Dzień dobry,

tytuł, którym opatrzyliśmy bieżące wydanie, to słowa, jakie padły z ust red. Marka V.

Zanim padły, wysłuchał on opowieści red. Stocktaviana o rynku poszukującym równowagi po ubiegłotygodniowych awanturach - to jednak nie ta historia była przyczyną ich wypowiedzenia.

Wysłuchał również zwyczajowych narzekań red. Ernesta na to, że w ogóle ma cokolwiek napisać - pomimo, że początkowo wykazywał entuzjazm dla swojej historii o piłce nożnej. Również jednak i to nie stanowiło przyczyny, dla której red. Marek nawoływał do odstąpienia od wysyłki.

Marek V. prawdziwą przyczynę skrywał głęboko w sobie i co do zasady nie był skory, aby podzielić się nią z redakcyjnymi kolegami, którzy mają do siebie znacznie mniej dystansu niż on - chętnie odsłoni ją jednak przed Państwem.

Otóż, redaktor kieruje się pewnego rodzaju osobliwą obawą, obawą o piątek - o Państwa sierpniowy piątek.

Czytelnik wypije sobie poranną kawę, przeczyta tekst o rynku, słoneczny i pełen życia felieton Ernesta, westchnie nad zmarnowaną kulturą - trudno wrócić mu będzie później do maili, teamsów i excela. Szkoda piątku.

Kiedy w końcu Marek opowiedział o tym kolegom, red. Stocktavian wykrzykiwał, machając przy tym rękoma, jakieś łacińskie sentencje („labor ipse voluptas!”, „labor ipse voluptas!”) - Ernest Przemingway uśmiechnął się zaś jedynie w ten charakterystyczny dla siebie sposób (właściwy osobie, która widziała już wszystko i nic jej nie zdziwi), po czym rzekł:

„Skoro piątek i tak będzie zepsuty, zepsujmy go przynajmniej w przyjemny sposób”.

Do lektury,

Stocktavian August

SPIS TREŚCI:

1/ Skrócony Briefing Giełdowy (SA),

2/ Jakie źródła sprawdzić, przygotowując pierwszy obraz spółki (SA),

3/ Problem z polską sztuką współczesną (MV),

4/ Pocztówka z podróży - po co jest piłka nożna? (EP)

Skrócony Briefing Giełdowy

Niniejsza formuła stanowi skróconą wersję formatu „Briefingu giełdowego”, znanego z twitterowego profilu SA.

Jak wskazywaliśmy w pierwszym wydaniu - w naszym piśmie nie znajdą Państwo inwestycyjnych gotowców, giełdowych pewniaków ani żadnych stanowczych instrukcji - poniższy format przygotowany został w wierności do tej deklaracji.

Z punktu widzenia tego tygodnia na giełdach, rzucone nieopatrznie przez redakcyjnego kolegę hasło „nie powinniśmy wysyłać tego wydania” miałoby nawet pewien sens.

Dlaczego?

→ z pewną dozą prawdopodobieństwa wolno nam przypuszczać, że istotna część price action w drugim kwartale tego roku była pochodną rozgrywki pomiędzy funduszem Situational Awareness a innymi uczestnikami rynku

→ powyższe to tylko pozornie wyizolowane zdarzenie - mieliśmy do czynienia z portfolio o wartości kilkudziesięciu miliardów dolarów, zwielokrotnione czterokrotną dźwignią, zogniskowane w czułych punktach rynku - na sektorze saas (jako short) oraz na sektorze AI buildout (jako long)

→ kiedy rynek zaczął zwracać się przeciwko Leopoldowi, rozpoczął on prawdopodobnie systematyczny proces likwidowania części swojego portfolio, tak aby sprostać wciąż rosnącym oczekiwaniom związanym z zastosowaną dźwignią. Powodowało to dalsze pogorszenie jego sytuacji - pozycje saas rosły, pozycje AI spadały

(W tym miejscu warto się na chwilę zatrzymać. Jak widzimy, możliwym jest, że w drugim kwartale za price action odpowiadała czysta mechanika rynku - zarządzanie zagrożonym portfolio oraz transakcje innych uczestników mające na celu dalsze pogarszanie jego sytuacji.

Co to oznacza? Że każdy, kto w tym czasie wypisywał na twitterze hasła w rodzaju „rynek na pewno odbije”, „rynek spadnie” i tym podobne - nie ma tak naprawdę pojęcia o tym, co pisze, a jego prognozy pomijały mechanizm, o którego skali większość komentatorów nie mogła mieć pojęcia).

→ wreszcie, w ubiegłą środę (kiedy Lech Poznań odpadał z Ligi Mistrzów) doszło do przesilenia - Leopold zmuszony był do kapitulacji i sprzedaży prawdopodobnie całego swojego publicznego portfolio, aby zaspokoić wymagania związane ze stratą na dźwigni

Ta sprzedaż wysłała do rynku kilka sygnałów jednocześnie, które mogą w teorii tłumaczyć zachowanie rynku podczas kolejnych kilku sesji:

→ dla wielu funduszy przyglądających się sytuacji z boku był to sygnał, że skończyło się wymuszone sprzedawanie pozycji AI / kupowanie pozycji saas. Oznaczało to, że najprawdopodobniej zniknął znaczący nawis podażowy / popytowy w tych sektorach i przystąpić można do transakcji w normalnych warunkach rynkowych

→ dla wielu funduszy był to również sygnał, że zniknie być może równoległy ruch „przeciwko” Leopoldowi - pozycje krótkie na AI zostaną pokryte, pozycje saas nie będą już silnie kupowane w górę

Jeśli założyć, że dwa powyższe zdarzenia miały miejsce jednocześnie, powstałyby warunki rynkowe, których efektem musiałby być price action, jaki obserwowaliśmy w ostatnich kilku dniach.

Jednocześnie jednak, w ubiegłym tygodniu pisaliśmy o dodatkowej okoliczności - w braku lub mniejszej popularności produktów lewarowanych, notowania spółek miały w większej mierze, być może, wrócić do swoich fundamentów.

Pierwsze reakcje na odczyty, jakie widzimy w tym tygodniu do tej pory - APP, DUOL, SMR, FIG, DAVE - pokazują, że inwestorzy budzą się być może z jakiegoś osobliwego snu - zastanawiając się, czy wyceny, jakie przyznawali spółkom, na pewno odpowiadają rzeczywistości.

Jest to, „na szczęście”, kij o dwóch końcach - kiedy spółki zadowalają inwestorów, czy to samym wynikiem, czy efektywnością capexu, czy prognozą, są nagradzane silnymi zwyżkami na kursie. (Najlepszy przykład z ostatnich dni to PLTR).

Tym samym, należy chyba stwierdzić, że w obecnym tygodniu rynek rekalibruje się po okresie silnych turbulencji.

Mamy bardzo nieliczne przesłanki, aby spróbować przesądzić już teraz o dalszym jego zachowaniu - pozostaje nam chyba:

→ usiąść ponownie do wszystkich naszych watchlist, być może je zresetować

→ przejrzeć pojedynczo wszystkie pozycje z naszego portfolio, upewnić się, że początkowa teza wciąż jest aktualna i nie opierała się wyłącznie na hype / momentum

→ zidentyfikować ile z naszych pozycji pokrywało się z portfolio Leopolda i z podwójną ostrożnością obserwować je w nadchodzących tygodniach

→ przeczytać bardzo uważnie zapowiedzi dot. rozbudowy compute przez SpaceX oraz przeanalizować spadające ceny tokenów - i przemyśleć, jakie może mieć to konsekwencje dla wybranych spółek w tym obszarze

→ obserwować jak nasze spółki oraz indeksy reagują na potencjalne spadki - czy raczej pozwalają im się pogłębiać, czy szybko je wykupują

Oraz, przede wszystkim - dać sobie nieco więcej czasu na jakiekolwiek wiążące wnioski. Kolejnych kilkanaście sesji powinno nam dać nieco więcej odpowiedzi.

Stocktavian August

Jakie źródła sprawdzić, przygotowując pierwszy obraz spółki?

Jeśli prowadzicie swoją fundację rodzinną lub fundusz, możecie być zdania, że analiza spółek jest możliwa wyłącznie poprzez poświęcenie im ogromnej ilości czasu - co więcej, przy wykorzystaniu płatnych i zaawansowanych narzędzi.

Z drugiej strony, będzie grupa zupełnie przeciwstawna - ta, która uważać będzie, że wystarczy najprostszy prompt, chwila oczekiwania i analiza spółki będzie gotowa.

Aby właściwie rozsądzić oba te obozy, należy zadać sobie pytanie - czemu taka analiza ma służyć.

O inwestowaniu w spółki warto myśleć w ujęciu lejka - jeśli chcemy dokonać (przykładowo) 4 inwestycji rocznie, musimy mieć dobrze rozpoznanych (przykładowo) 20 spółek, aby to było możliwe, musimy mieć wstępnie zbadanych (przykładowo) 80, zaś zainteresować się zapewne (przykładowo) 240 spółkami.

Na zupełnie pierwszym poziomie lejka dogłębne zrozumienie spółek nie jest jeszcze konieczne - wystarczą tu skanery (jak finviz, czy właśnie AI), które zawężą nam inwestycyjny świat do spółek spełniających nasze kryteria.

W kolejnym kroku, powinniśmy już co do zasady „uczestniczyć” w decyzji i opisaniu spółki - aby tego dokonać, dobrze jest ją choć na podstawowym poziomie rozumieć.

Poniżej wskażemy, przez jakie kroki można przejść, aby to „rozumienie” sobie umożliwić.

Początkowo planowaliśmy dokonać tego na konkretnej spółce, ostatecznie jednak - jako że kroki te są uniwersalne - tak właśnie je przedstawimy:

→ na start warto przeanalizować, gdzie nasza spółka znajduje się względem rynku oraz swojej kategorii pod kątem jej podstawowych parametrów wyceny - współczynników (cena do sprzedaży, wartości księgowej, zysku na akcję itp.).

Dane te agregowane są na różnych portalach (koyfin, yahoo finance, marketwatch itp), rozwiązaniem które wydaje się być godne rozważenia jest jednak założenie darmowego konta na IBKR (nie musimy dokonywać tam żadnych czynności). IBKR udostępnia darmowo rozbudowany zestaw narzędzi do analizy spółek, obejmujący między innymi wszystkie dane wskazane w tym punkcie

→ w IBKR zweryfikujemy również inne przydatne informacje - price targets od analityków, strukturę akcjonariatu, dzienne wolumeny, informacje dot. zaobserwowanych trendów analizy technicznej. W price targets warto zwrócić uwagę na ich aktualność (daty wydania ostatnich aktualizacji), w strukturze akcjonariatu warto zweryfikować, czy są tam znane fundusze i jaką mają renomę (czy są funduszami typu activist? czy shortują? itp.)

→ w dalszej kolejności, warto zweryfikować dane z ostatnich miesięcy - stan gotówki, przychody, zysk, zadłużenie, wszystkie istotne dla danej spółki wyniki finansowe czy produktowe. W tym celu wchodzimy na system EDGAR i włączamy ostatnie sprawozdanie kwartalne, gdzie wyczytamy wszystkie te informacje w przystępnej formie. Co do zasady, lektura przynajmniej ostatnich wyników kwartalnych jest warunkiem „zrozumienia” danej spółki

→ w tym samym systemie EDGAR, w sprawozdaniach, wyczytujemy szczegóły dot. liczby akcji, rozróżniając pomiędzy tymi znajdującymi się w obrocie, a tymi, które spółka jest autoryzowana emitować. Pomoże nam to w obliczeniu dokładnej kapitalizacji spółki (programy potrafią się tu zdrowo mylić) ale również w zrozumieniu dynamiki wokół potencjalnego rozwodnienia akcjonariuszy

→ również w sprawozdaniach w systemie EDGAR, zweryfikujemy informacje dot. programu skupu akcji (autoryzacja vs wykonanie) oraz dywidend

→ na stronie internetowej spółki warto pobrać i przeczytać ostatnią jej prezentację inwestorską - w ten sposób zrozumiemy, w jaki sposób rozumie ona swoje wyzwania oraz ambicje w kolejnych okresach

→ warto założyć również konto w amerykańskiej aplikacji Glassdoor, która umożliwi nam dostęp do opinii pracowników danych spółek. To dość popularna amerykańska platforma, co sprawia, że recenzje dostępne są nawet w przypadku mniejszych spółek. Jest to jedna z bardziej unikalnych i rzadziej stosowanych metod uzyskiwania informacji o spółkach - korzystając z niej, Czytelnicy uzyskają być może czasami informacje mniej dostępne dla innych

Dokonując takiego podsumowania i sporządzając z niego krótki raport, uzyskamy dobrze wyważony obraz spółki - odpowiedni na drugi poziom „lejka” i pozwalający na jej poinformowaną obserwację na watchlistach. Być może, na tej podstawie, po kolejnym odczycie kwartalnym, spółka taka przejdzie do kolejnej kolumny.

(Jeżeli prowadzą Państwo fundusz, family office lub inny wehikuł inwestycyjny i chcieliby otrzymać przykładowy raport sporządzony wg wyżej opisanych kroków - proszę napisać do mnie email).

Stocktavian August

Problem z polską sztuką współczesną

Jest pewien problem. Obserwowany czy to na wernisażach dyplomowych, czy na internetowych aukcjach z dopiskiem „młoda”, „współczesna”, „nowa”. Wszystko pozornie się zgadza - forma, kreska, wykończenie. Tylko, jakoś tak - nie wiadomo o czym to wszystko, nawet jeśli posłucha się bezpośrednio zainteresowanych.

Są twórcy, którym temat przychodził łatwo, choć trudno im zazdrościć - weźmy chociażby silnie naznaczonego wojennie Andrzeja Wróblewskiego. (Temat ten w sztuce i kulturze polskiej ważył oczywiście wiele, do dzisiaj w niej „jest”).

Są twórcy, którzy szukali tematów mniej ważkich, a bardziej uniwersalnych, odrębność swojej twórczości budując za pomocą unikalnej formy. Gdy patrzymy na obrazy np. Jarosława Modzelewskiego, od razu je rozpoznajemy, chociaż uwiecznia na nich, zdawałoby się, zwykłe sceny z życia codziennego.

Ba, ta unikalna forma doprowadza do tworzenia unikalnego języka nawet w przypadku tematu tak ogólnie ujętego, jak „kobiety” - weźmy choćby Nowosielskiego.

Oznacza to, ni mniej, ni więcej, że nie trzeba szukać tematyki czy przesłania bardzo doniosłego, aby stworzyć coś, co zapamiętamy po kwadransie obcowania z dziełem.

Proszę zrobić takie właśnie ćwiczenie - zobaczyć jakąkolwiek aukcję sztuki młodej w serwisie artinfo i zastanowić się, ile spośród prezentowanych tam obrazów zapamiętamy na dłużej niż pięć minut?

Jest to pewien problem, doskonale obrazujący to, że poza samym rzemiosłem, opanowanym przecież przez tak wielu, trzeba zawsze dbać o to, aby mieć coś do powiedzenia.

Warto pamiętać, że to być może ostatnie co nam zostało, aby dzieła pozostały „ludzkie”.

Marek V.

Pocztówka z podróży - po co jest piłka nożna?

Jakoś tak mi się w życiu złożyło, że w każdym roku jestem we Włoszech. Zwiedzam sobie - a może bardziej - podróżuję - przez ten niewielki kraj; niespiesznie, w moim tempie.

Nauczyłem się po drodze języka włoskiego, na takim powiedzmy, restauracyjnym poziomie, aby te podróże były dla mnie przyjemniejsze. Bywam tam latem, bywam zimą - bywam wreszcie czasami 1 maja.

1 maja we Włoszech - nie są w tym bynajmniej wyjątkowe - obchodzi się Święto Pracy. Kiedy ostatni raz przechadzałem się tego dnia po Rzymie, młode, pełne wigoru studentki sprzedawały lub rozdawały, nie pamiętam już dobrze, różne gazety, socjalistyczne lub komunistyczne, tego też już nie pamiętam, a może to tak naprawdę bez znaczenia.

Uśmiech i pełne pewności spojrzenie tych młodych dziewczyn były tak przeszywające i zaraźliwe, że w zasadzie byłbym gotów z miejsca porzucić tam wszystkie swoje poglądy i zostać socjalistą, luddystą, techno optymistą, a nawet pozytywistą - czegokolwiek by ode mnie nie oczekiwały; i kto wie, być może to by się wydarzyło, gdyby nie wielkie rzymskie demonstracje.

Tego dnia, tego 1 maja, przez Rzym przechodzą przemarsze i w zasadzie nie sposób pozostać wobec nich obojętnym. Są głośne, liczne, wypełniają wszystkie uliczki Wiecznego Miasta i nawet jeśli tego dnia Jep Gambardella myślał może o spacerze, to z pewnością myśl tę musiał porzucić.

Demonstracje te wchłaniają wszystkich wokół - ludzi w oknach, na chodnikach, siedzących w kawiarniach. I nagle prawdą okazuje się, że Włosi tak naprawdę nieustannie ze sobą rozmawiają, rozmawiają w sposób, który w dużych włoskich miastach jest czymś na granicy żywiołowego dialogu i dyskusji.

Kiedy stałem tak, z otrzymaną lub kupioną gazetą w dłoni, wgapiony w przechodzącą demonstrację, uświadomiłem sobie, że te kawiarniane dyskusje zaczynają przypominać narastający szum pszczół - zupełnie jak gdyby przechodząca demonstracja wywoływała w obserwujących ją Włochach wzburzenie, odsłaniała jakieś niezgodności, o które sami siebie nie podejrzewali.

I wówczas, po chwili, kiedy demonstracja chowała się za rogiem, zostawali z tą polityczną dyskusją, która chyba psuła nieco smak rogalika i kawy.

Spoglądali na siebie, jak gdyby wydobywając się z jakiegoś złego uroku, małego nieszczęścia (che mala fortuna!) i przypominali sobie ten jeden temat, który pozwala dyskutować żywiołowo i z pasją, ale nigdy się nie pokłócić - piłkę nożną.

A ja? Ruszałem dalej Via Merulana, aby za chwilę Via Mecenate skrócić sobie drogę w kierunku Koloseum i po drodze usiąść może na negroni, w Parco del Colle Oppio.

Piłka nożna, ha!

Ernest Przemingway

Dziękujemy za lekturę!

Jeżeli czytasz ten tekst, ponieważ podesłał go Tobie mailem ktoś inny, na kolejne wydania zapisać możesz się pod adresem: ladnemirzeczy.pl

Co można jeszcze przeczytać, jeśli ma się ochotę: