Dzień dobry,

Wciąż porządkujemy kilka spraw. Pakujemy letnie ubrania do kartonów, odkurzamy półki i szykujemy się na jesień.

Niedługo nasze pismo przyjmie nieco zmienioną formę, choć tak naprawdę, cytując jedną z najlepszych książek w historii „musi zmienić się wszystko, aby wszystko mogło zostać po staremu”.

Dlaczego cokolwiek zmieniamy? Cóż, Czytelników jest coraz więcej, a wraz z ich przyrostem, zwiększa się płaszczyzna potencjalnych nieporozumień.

Aby dobrze ją zaadresować, trzeba stworzyć sobie wszechświat; jego granice wyznaczać będą poruszane przez nas tematy, odwiedzane przez nas miejsca, wreszcie - nasz język.

Ale również, na bardzo pragmatycznym poziomie, będzie to rodzaj rubryk i ich kolejność. Prowadzimy przecież różnorodne badania, zbieramy opinie Czytelników, wiemy, które teksty rezonują, a które - niczym książki Tokarczuk, Dżojsa czy Foucaulta - raczej udaje się, że się czyta. Bo przecież powstało już pewne społeczne przeświadczenie, że „Ładne mi rzeczy” czytać wypada.

Granice naszego redakcyjnego świata mogą czasami wydawać się bardzo egzotyczne, odległe, niezrozumiałe - nigdy jednak nie dzieje się tak bez powodu.

Uważni Czytelnicy pamiętają pierwszy przesyłany w piśmie esej - „O czym jest ta Redakcja” - i wskazywaną w nim rolę pamięci.

Wczoraj, w swojej homilii - być może kierowany lekturą naszego eseju, kto wie - nawiązał również do owej pamięci Ojciec Święty, wskazując, że inteligencja musi bazować na pamięci […] Umysł nie może po prostu zestawiać ze sobą danych […] w to miejsce przywoływać musi przeżyte doświadczenia, zawierające głębię znaczeń, dostępną jedynie dla istot ludzkich […].

Jeżeli zatem w toku naszych redakcyjnych trudów, któryś z naszych Redaktorów pisze o rzeczach zdawałoby się odległych, robi to jedynie po to, aby umożliwić Czytelnikom wyjście z bardzo hermetycznych, zamkniętych światów.

Hasło naszej Redakcji, „Ładne mi rzeczy!”, wymyślone na metafizycznie przetartych na kolanie spodniach, oznaczać miało nieustanną sprzeczność - oburzenia oraz zachwytu.

Tylko tak - to jest, w kolorze - wolno nam chyba patrzeć na świat.

Algorytmy, niczym urzędnicy w tokijskim metrze, wpychają nas do wspólnych wagoników, którymi mkniemy w ciemnych podziemiach, pomiędzy stacją A i Z, nie mając szansy ani na moment się zgubić, poczuć się obco.

Staramy się, aby nasi Czytelnicy notorycznie wsiadali do złych wagoników. Aby czuli się z początku nieswojo w światach, do których ich zapraszamy. Szczególnie zależy nam jednak na tym, aby - choć wyobcowani - nie czuli się tam sami.

Poczynię teraz zbrodnię, której nigdy nie mogłem wybaczyć Murakiemu w jego opowiadaniu o płonącej stodole - zbrodnię dodania ostatnich 2, 3 zdań, kiedy dla niektórych Czytelników wszystko może być już jasne.

Pisząc ten - (no właśnie, cóż to w zasadzie jest?) - tekst - zbrodnia ta staje się jednak dla mnie w pewnym sensie zrozumiała, naturalna.

Film „Między słowami”, którego tytuł ukradłem do obecnego wydania, nie mówi wcale, jak chciałyby te z prostszych interpretacji, o żadnym romansie.

Mówi o dwóch, przytłaczająco wielkich samotnościach, które w obcym świecie odkryły, że są do siebie bardzo podobne. I na tej obcej sobie ziemi, odnalazły w tym przejściowe szczęście.

Po kilku miesiącach, w znacznie, znacznie większym gronie Czytelników, należy być może stwierdzić, że ta Redakcja, jest jednak - mimo wszystko - raczej o tym.

O stwarzaniu naszym Czytelnikom przestrzeni do odkrywania, że nie są w tym świecie aż tak samotni.

Z odrobinę (zupełnie?) zmienionym pismem i pozostałymi Redaktorami spotkamy się w kolejnym wydaniu,

Stocktavian August

Dziękujemy za lekturę!

Jeżeli czytasz ten tekst, ponieważ podesłał go Tobie mailem ktoś inny, na kolejne wydania zapisać możesz się pod adresem: ladnemirzeczy.pl

Co można jeszcze przeczytać, jeśli ma się ochotę: