Przeglądając Instagram, coraz częściej łapię się na dziwnym i przewrotnym haśle: human moat.

Miałoby ono oznaczać te walory ludzkiej twórczości, które odróżnią ją od twórczości maszyny: humor, oryginalne historie, ciekawe opinie. Materiał przygotowany z niezbędną dozą wysiłku, aby odbiorca poczuł się potraktowany z szacunkiem.

Kurczę, sęk w tym, że duża część współczesnych nam materiałów tej poprzeczki nie spełnia.

Świetnie widać to w filmikach, w których generyczny cytat albo pytanie stanowią tło dla pani robiącej miny albo rzucającej wyzywające spojrzenia. Mamy AI slop, ale, no - mamy też human slop.

Ten drugi nie ma żadnego moatu. W tym rodzaju tworzenia maszyna może zastąpić ludzi ot tak.

I już to robi -> na Instagramie trafimy dziś na masę kont, gdzie wytwór AI jest widoczny na pierwszy rzut oka. Myślę sobie wtedy "przecież to oczywiste", a potem łapię się za głowę, bo pod postem lecą, jeden za drugim, komentarze: 🔥😻🥰♥️, "my beautiful check your dm".

Najwyraźniej homo spectans, człowiek oglądający, nie tyle daje się oszukać, ile często chce być oszukany.

Zabrałem jednak tę myśl kawałek dalej

Jaki właściwie mamy dziś aparat poznawczy tam, gdzie nie spodziewamy się fałszu?

Każdy screen na twitterze, podawany po fakcie, od co najmniej 21 kwietnia powinien być traktowany z dużą ostrożnością. (Data premiery gpt image 2).

Każde zdjęcie, każdy screen, każda pozorna dokumentacja zdarzenia zaczyna wymagać dodatkowego pytania - nie jedynie "jaka jest treść", ale również "czy treść jest wiarygodna, czy wolno mi zaufać treści".

Czy AI robi z nas wszystkich seniorów, na jednym wielkim pokazie garnków?

Co można jeszcze przeczytać, jeśli ma się ochotę: