Premier ogłosił wczoraj kolejne miliardy. Zrobiło mi się duszno; przestraszylem się, że oto zaraz zatrzyma mnie jakiś przechodzień, pytając: "co też Pan o tym myśli?", a ja będę musiał uciec z krzykiem, bo nie mam już pojęcia na co te miliardy i ile ich jest.

I chyba też trochę boję się już włączyć telewizor, bo co jeśli następnym razem pan Premier powie do mnie jak do dziecka, że tym razem jest to "nieskończoność miliardów", a potem mrugnie i z uśmiechem doda "plus jeden!".

I kiedy idę taki zestresowany, goni mnie ktoś i krzyczy "o co Panu chodzi! Dają, to trzeba brać!", a ja uciekam, i jestem szybszy, i oddalam się, i słyszę tylko jego wrzaski: "PKB!!! PKB!!!! PEEEKAAABEEEE!!".

I gdy uciekłem już trochę, zdyszany chowam się przed słońcem na przystanku autobusowym, ale nagle zdaję sobie sprawę, że przecież nie ma przy nim żadnej drogi, a zamiast tablicy odjazdów wisi jakaś rządowa plakietka, "tysiąc przystanków na tysiąc lat przyszłości".

Po jakimś czasie przychodzi człowiek - siatkę ma pełną pachnącego estragonu - siada przy mnie i mówi:

"Nic się nie dzieje, nikt nie przychodzi, nikt nie odchodzi - okropność. Ale, podobno z jednego przystanku coś odjeżdża - przyzwoity procent! Tylko nie wiadomo z którego. To co robimy?"

Patrzę na niego oczami człowieka, który zrozumiał, zrozumiał, że nie ma na to wszystko żadnego wpływu, i odpowiadam:

"Czekamy na autobus".

Co można jeszcze przeczytać, jeśli ma się ochotę: