Słowa, po których wiem, że dalsza rozmowa nie ma sensu:
-> pisiory, lemingi, fajnopolacy, konował, pomarańczowy
(owa potrzeba "przezywania" to swoją drogą frapujące zjawisko antropologiczne)
-> Lee Kuan Yew zrobił to i tamto
-> biznesowy mindset, przewodzenie przez wartości, korposzczury, płatki śniegu
-> paryż się skończył, londyn się skończył, zachód się skończył, świat się skończył (tu polecam ciekawą książkę "the west" Georgiosa Varouxakisa)
Skróty, skracanie, ograniczanie - wszystko po to, aby świat było łatwiej zrozumieć, interpretować przez banał i powtarzalną kliszę.
Taki mały świat łatwiej jest samemu pozornie rozumieć i wcale dobrze się w nim mieszka - wiadomo kto jest głupi, kto mądry, kto winny, kto bohater.
Takim małym światem łatwo się też zarządza - szkopuł w tym, że nie zawsze wiadomo, czy nam, czy komuś za nas.
