„Wszystkie nieszczęśliwe narody podobne są do siebie, każdy zaś szczęśliwy jest szczęśliwy po swojemu”
Wiele lat temu w naszym pięknym kraju zorganizowano turniej piłkarski. W mieście, w którym mieszkam, odbyły się nawet dwa, czy trzy mecze - z tej okazji doznało ono przeobrażeń na wieki wieków.
Stadion miał to nieszczęście być już w trakcie budowy; ukończono jedną, kameralną trybunę, do której teraz dostawiono trzy kolejne, monstrualne. Myślano o nowym lotnisku, ale teraz potrzebne było stare - od zaraz - nieco więc je podmalowano i dołożono asfaltu. Dworzec pamiętał jeszcze chyba pierwszą Rzeczpospolitą, dostawiono więc do niego coś, o czym się raczej nie mówi, chyba, że wstydliwie.
Wszystko to jest jakoś tam funkcjonalne i nawet działa, i idziemy do przodu, czasem jednak nie można oprzeć się wrażeniu, że można to wszystko było zrobić lepiej, l’esprit de l’escalier, jak mawiają ładnie Francuzi, czy też musztarda po obiedzie, jak mawiamy my.
Każda jednak taka myśl na schodach szybko gaszona jest w naszym kraju jeszcze w przedpokoju - bo przecież, niezaprzeczalnie, jak powiedziałby Henryk V przed Agincourt - jest pomiędzy nami wspólna przestrzeń i walczyliśmy o nią wytrwale i ciężko i udało nam się wypełnić ją czymś dobrym, czymś, co nazwalibyśmy pewnie lepiej niż „sukcesem”, gdybyśmy potrafili jakoś nazwać to, co nas łączy.
Ale jednak - każda myśl, że coś można było mimo wszystko zrobić lepiej - jest zduszana niemal do mroków podświadomości, okraszana nimbem narzekactwa, zupełnie, jak gdyby ten nasz biedny kraj już dzisiaj był denatem, o którym można mówić tylko dobrze lub wcale.
A przecież przeciwnie: „Nasz naród jak lawa, / Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa, / Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi”; i tutaj warto wrócić wreszcie do wspomnianego turnieju piłkarskiego, bo to ważna i nieprzypadkowa analogia.
Wkrótce bowiem po nim po świecie rozjechały się liczne i mnogie talenty piłkarskie, których po prostu na domowych boiskach nikt nie potrafił jakoś sklecić w spójną całość.
Po kilku latach wielu z nich powracało do rodzimych klubów i tylko największy zgryźliwy, smutny człowiek nie zechce zauważyć, że w tej krajowej piłce jest dzisiaj lepiej. Długa była to droga, nie zawstydziłaby ona Odysa, ale oto wrócił i sprawił, że jest lepiej.
- O, kogo widzę?
- Dzień dobry
- Dobrze, że Pan wreszcie dotarł
- Jakoś długo tu trafić nie mogłem, tu do Pana
Piłka nożna to oczywiście jedna z najpiękniejszych analogii, którą opowiedzieć można wszystko - jest w tym zupełnie jak historia Starożytnego Rzymu.
Również i tym razem służyć miała tak naprawdę do opowiedzenia innej historii.
Lista najbogatszych Polaków miała prawo długo uchodzić za mało inspirującą dla młodych ludzi. Zaglądawszy w Wikipedię dostrzegało się biografie przechodzące przez lata 90te w sposób godny najlepszych powieści Marqueza; niełatwo było zbudować na tym jakieś marzenie, może poza dość oklepanym, zwłaszcza w moim mieście, „pracuj ciężko i wytrwale”. W ostatnim czasie pojawił się tam jakiś oddech świeżości, ale wraz z AI zawitało tam coś zupełnie innego.
Osoby takie jak Rafał Modrzewski i Mateusz Staniszewski mają już pełne prawo służyć młodym Polakom za bohaterów mitologii, w jakich potrafią się oni osadzić. Są, owszem, te nieznośne dyskusje o tym, czy to polskie firmy - Boże drogi, jakie to ma znaczenie.
Eleven Labs zatrudnia w Warszawie dużą ilość osób, brokeruje spotkania pomiędzy Amerykanami a polskimi przedsiębiorcami, wprowadza świeżość, skapuje do ekosystemu - pozwala nawet tworzyć, choćby i wyolbrzmione, historie o udanych angelskich inwestycjach.
Piłkarskie powroty, piękne marzenia, kariery do naśladowania. No i wreszcie - możliwości, dzięki egalitarnej technologii. Tyle zachwytów nad Estonią, Skype’m, pracownikami obdzielonymi sukcesem founderów - jak wspaniale byłoby uchwycić się właśnie takiej wizji.
Ile międzynarodowych firm tego rodzaju mieliśmy 5 lat temu? („0”?). Ile będziemy mieli za 3 lata? Dobrze byłoby, abyśmy tym razem nie zmarnowali znów całego potencjału na arbitraż pracy w software houses, z którego nie zostało nam nic trwałego. Model wzrostu oparty na arbitrażu kosztu pracy powinien być z natury przejściowy, umożliwić wskoczenie z emerging do developed markets - nie wolno nam w nim gnuśnieć, zasypiać, urządzać się.
„Ale przecież było nam tak dobrze!” - krzyknie każdy ich pracownik - „tak dobrze! Po prostu chcieliśmy się wszystkiego najeść, naoglądać, najeździć do woli!”.
Tak, mieliśmy złoty róg, teraz z kolei mamy wciąż szansę, aby coś nam się z tego wszystkiego zostało - dostaliśmy magiczną, prometejską technologię, do bardzo zdolnych technologicznie, bardzo licznych rąk.
Potrzeba nam wzorów do naśladowania - piłkarskich trykotów ze znanymi nazwiskami dla młodych ludzi. Pierwsze już są - sprowadzajmy ich jak najwięcej, wysyłajmy ludzi jak PZPN wysyłał ich po świecie, by rozmawiać z kimkolwiek, kto miał Polskę w sercu; pokazujmy ich, zapraszajmy do szkół, do telewizji, otwierajmy im biura, róbmy kawę, roztaczajmy czerwone dywany, roztaczajmy dobrą passę.
Bo przecież mieliśmy tak długo - nadal mamy! - dobrą passę.
*wykorzystałem fragmenty Quebonafide, Mickiewicza, strawestowałem Tołstoja, nawiązałem do Wyspiańskiego - i to chyba tyle.
