Dzień dobry,

w drugim wydaniu „Ładnych mi rzeczy” spotykamy się w liczniejszym gronie około 700 Czytelników. Jeżeli takie tempo wzrostu zostanie utrzymane, za pół roku czytać nas będzie 18,5 miliona Polaków - jest to oczywiście dowcip, ale liczbę tę wykorzystamy za chwilę do pewnej opowieści.

Już w tę Niedzielę moje Dzieci udadzą się na coroczne „babciowe” wakacje, z moją Mamą oraz Teściową. Zabiorą ze sobą codzienny gwar, co nieuchronnie przywodzi na myśl Schopenhauera i jego bezkompromisowe stanowisko w sprawie hałasu.

Hałas miał być najgorszą formą przemocy - zaburzać myśli, rozpraszać je bezpowrotnie. Pewnego dnia sąsiadka tak wyrugowała Schopenhauerowi myśli hałasem, że zrzucił ją ponoć ze schodów. Święty spokój zaburzało mu potem płacenie jej dożywotniego odszkodowania, co jest chyba dowodem na to, że można być bardzo inteligentnym, ale nieszczególnie mądrym.

Inteligencja w teorii powinna nam natomiast pomagać na rynkach, choć szczerze mówiąc, bywa dużą przeszkodą. Warto opierać się zatem na zdyscyplinowanych procesach - jeden z nich opiszemy poniżej.

Przypominamy, że przesyłając niniejsze wydanie „Ładnych mi rzeczy” swoim bliskim lub znajomym, wydatnie pomagają nam Państwo we wzroście. W ubiegłym tygodniu pozwoliło nam to zwiększyć liczbę Czytelników o ponad 10% w dniu naszej premiery - za co ogromnie dziękujemy.

Do lektury,

Stocktavian August
[email protected]

SPIS TREŚCI:

1/ Przegląd informacji z rynku wraz z komentarzem (SA),
2/ Jak czytać sprawozdania w amerykańskim systemie EDGAR (SA),
3/ Jak złapać się z founderem zagranicznego start-upu, w który chcemy zainwestować? (SA),
4/ Jedna kurtka na jesień (MV),
5/ Umeblowane mieszkanie na wynajem - czy my naprawdę chcemy być niezależni? (EP)

Przegląd informacji

(w tym wydaniu jednej, w sposób nieco dłuższy)

Mediapanel / Ranking TOP Internet - Websites (Czerwiec 2026)

Czerwcowy raport o aktywności Polaków w internecie nie przyniósł wielu zaskoczeń - liderem pozostaje wciąż witryna Googla, którą odwiedziło wspomniane we wstępie 18,5 mln Polaków.

Kolejne miejsca to zwyczajowi podejrzani - Youtube, Facebook, Allegro. Pierwsze lokaty to również znane wszystkim portale, jak WP, Onet, Interia.

Można w zasadzie powiedzieć, że choć świat prze do przodu - niewiele zmienia się w naszych zwyczajach przeglądarkowych. Ktoś jedynie zgłosi, że coraz więcej czasu spędzamy na Youtube, i będzie miał rację, bo jest to już średnio 13 godzin w miesiącu, przy próbie ponad 11 mln osób.

A zatem, przeglądarka jest dla nas miejscem dokonywania czynności realizowanych uprzednio w offline - poszukiwanie wiedzy, telewizja, kontakt ze znajomymi, plotki, zakupy, otwieranie gazety.

Ale, „wpisz w chata” słychać już na ulicach, dzieci zaczynają się zaś tym sloganem posługiwać tak, jak starsi hasłem „wygoogluj”. Zmiana ta zaczyna być również zauważalna w rankingu - witryna gpt miała w czerwcu blisko 3,75 mln użytkowników. Dowodzi to kilku kwestii:

-> jest to produkt najbardziej rozpowszechniony konsumencko - żaden inny dostawca usługi llm nie pojawia się w pierwszych miejscach rankingu, użytkownicy casualowi korzystają też w większej mierze z wersji przeglądarkowej

-> to kompletny strzał z biodra, zakładam jednak, że przeważająca część tych odwiedzin to konta korzystające z darmowego dostępu. Oznacza to, że Polacy wytwarzają swoje wrażenie na temat jakości oraz poziomu zaawansowania AI na podstawie najprostszych dostępnych rozwiązań modelowych

-> uwagę zwraca wysoki średni czas korzystania z witryny. Ponad 2,5 godziny miesięcznie. Jest to czas wyższy niż w portalach w rodzaju Onet / Interia, ba - jest to czas niemal identyczny z googlem

-> możemy wysnuć ostrożne przypuszczenie, że grupa użytkowników google / gpt pokrywa się w naszym kraju. Bazujemy tu na założeniu, że użytkownicy google to tak naprawdę niemal wszyscy polscy internauci

-> konsekwencją powyższego będzie uznanie, że jedynie w pewnej części użytkownicy gpt wykorzystują chat w tym samym celu, co google. Tym samym, do gpt trafiałyby zapytania bądź to bardziej złożone, bądź zupełnie innego rodzaju

-> tymi przypuszczeniami przedstawiam Czytelnikom ostrożną hipotezę, niczym niepotwierdzoną, że zauważalna część z 2,5 godzin miesięcznie spędzanych w Polsce w gpt to zadania domowe

-> tym samym, do grona najczęstszych use case’ów obsługiwanych przez najpopularniejsze polskie strony dołączyłoby wyręczanie uczniów w edukacji - a zaoszczędzony przez nich w ten sposób czas powinien pojawić się w aplikacjach mobilnych, w których przebywają w oczekiwaniu na rezultat „myślenia” gpt

To, oczywiście jedynie przypuszczenia, ale rodzą kilka ciekawych pytań o przyszłość tego produktu:

-> czy tak zdobyci użytkownicy dostarczają gpt dane cenne z punktu widzenia wyświetlania reklam?

-> czy tak zdobyci użytkownicy mają szansę być przez OpenAI skonwertowani na płacących użytkowników?

-> czy użytkownicy korzystający w ten sposób z gpt uczą się w sensowny sposób korzystać z narzędzi AI?

-> czy tacy użytkownicy wykazują jakąkolwiek lojalność do produktu OpenAI względem innych, konkurencyjnych mu rozwiązań? Na myśl przychodzi zwłaszcza relatywnie nowy Spark od Mety.

Odpowiedź na wszystkie powyższe pytania wydaje się być negatywna.

Stocktavian August

Jak czytać sprawozdania w amerykańskim systemie EDGAR?

Najczęstszą drogą, którą trafiacie na nową spółkę, jest dostrzeżenie jej „tickera” (czyli literowego skrótu - NFLX, NVDA itp.) na twitterze. Pierwszy kontakt mówi nam zazwyczaj niewiele - poznajemy sektor i jakąś formę rekomendacji, w jakiej spółka do nas trafia, czy to od konta, które śledzimy, czy jako element cytowanego we wpisie raportu.

Jest część inwestorów, pewnie nawet nie taka mała, której powyższe wystarcza do zakupu - i w tym miejscu nie będziemy tego oceniać, tak dzisiaj działa rynek.

Jeśli jednak chcemy dowiedzieć się kilku rzeczy o spółce, możemy wykonać następujące kroki:

-> wejść na stronę systemu „EDGAR”, utrzymywanego przez amerykańską Komisję SEC (https://www.sec.gov/edgar/search/)

-> w polu wyszukiwania wpisać ticker interesującej nas spółki, np. NFLX

-> fun fact - możemy też wpisać nazwę funduszu inwestycyjnego, którego zakupy chcemy przejrzeć - tytułem przykładu, równie ostatnio modny co kontrowersyjny Situational Awareness

-> po wpisaniu tickera ujrzymy wszystkie raporty składane w sprawie danej spółki. Przy Netflixie, spółce dużej, dojrzałej i nieszczególnie już być może dynamicznej, zobaczymy ogromną liczbę raportów związanych ze sprzedażą akcji przez jej menadżerów

-> dla celów niniejszego ćwiczenia ważniejszy jest jednak raport 10-Q, czyli raport kwartalny

-> po jego otwarciu zobaczymy tzw. ścianę tekstu - ale, blisko początku, znajdziemy klikalny spis treści

-> wybierzmy „management’s discussion” - to tam znajdziemy wszystko, co prowadzący spółkę uznali za warte przekazania po danym kwartale

To od tej właśnie sekcji zaczynam analizę każdej spółki.

Czy znajdziemy tam wszystko, co istotne? Oczywiście, nie! Niekiedy ważniejsze będzie wręcz to, o czym management zdecyduje się nie powiedzieć - w szczególności jeśli analiza dotyczy spółek kontrowersyjnych, poobijanych, z problemami.

Ta krótka lektura, przy bardzo wielu spółkach, pozwoli nam jednak sprawnie zorientować się w biznesie, obszarach jego działalności, wynikach, prognozach, trudnościach, konkurencji, wyzwaniach. To w tym miejscu wyrobicie sobie łatwo pogląd, czy warto w ogóle czytać dalej.

Raporty można przeglądać też za pomocą brokerów, innych stron, aplikacji mobilnych - ja korzystam z bardzo wymownie brzmiącej aplikacji „Public Company Filings”, pobranej na system iOS. (Jest to produkt darmowy).

Stocktavian August

Jak złapać się z founderem zagranicznego start-upu, w który chcemy zainwestować?

Zagraniczne start-upy mogą zainteresować nas z różnych przyczyn. Może to być nasza pasja do inwestowania na wczesnym etapie, mogą to być działania M&A i poszukiwanie produktów komplementarnych do oferty naszych firm, może to być wreszcie poszukiwanie wejścia na obce rynki.

Z reguły, founderów spotykamy na dedykowanych im konferencjach. Do głowy przychodzi choćby Slush we wspaniałych Helsinkach. Umówmy się jednak, że konferencje te bywają najczęściej stratą czasu, a wielu uczestników traktuje je jak wycieczki i zabawę. Nie oceniam!

Jeśli chcemy podejść do zagadnienia w sposób profesjonalny, nie możemy liczyć na konferencyjny przypadek - w sposób metodyczny przeszukujemy interesujące nas nisze, rankingi pobrań aplikacji, ruchu na stronach, sprawdzamy SDK wypisane w politykach prywatności konkurencyjnych serwisów.

Jednym zdaniem - wykonujemy ciężką pracę u podstaw.

Bywa jednak, że upatrzymy sobie już jakiś projekt, wstępnie go zweryfikujemy - napiszemy nawet na linkedin do foundera, ale - bez efektu.

Nie żywmy do niej / niego szczególnej urazy - proszę wyobrazić sobie własną reakcję, gdy dostaniemy niespodziewaną wiadomość o woli rozmowy od kogoś z innego kraju. Najczęściej ją zignorujemy!

Metodą, którą z sukcesem stosowałem w przeszłości, było wytypowanie w danym kraju kancelarii prawnej z dużym doświadczeniem w obsłudze start-upów, firm technologicznych i nawiązanie z nią relacji. Z biegiem czasu, relacja taka przesądzała o możliwości uzyskania mailowego intro bezpośrednio do foundera.

Czy to działa? W moim przypadku zadziałało w aż czterech krajach UE i doprowadziło wprost do rozmów akwizycyjnych! Jestem przekonany, że mógłbym tę metodę zreplikować w kolejnych krajach, w razie takiej potrzeby.

Jak przeprowadzać takie wyszukiwania, jak prowadzić późniejsze rozmowy z founderami - opiszemy na pewno w którymś z wydań „Ładnych mi rzeczy”.

Jeżeli prowadzą Państwo CVC, family office lub inny wehikuł inwestycyjny i mają trudność w dotarciu do zagranicznych start-upów, mogą Państwo napisać do mnie maila. W miarę możliwości połączę Państwa z odpowiednią osobą.

Stocktavian August

Jedna kurtka na jesień

W ubiegłotygodniowym wydaniu opisaliśmy książkę Houellebecqa - w zaledwie kilkadziesiąt godzin później pisarz ten wydał nowy, głośny esej. W Redakcji wymieniliśmy się wtedy stonowanymi wiadomościami, w których gratulowaliśmy sobie wyczucia trendów kulturowych.

Staje się to jednak intrygującą regułą; w tym wydaniu, jak wskazywaliśmy w naszym subtelnym twitterowym marketingu, mój wpis dotyczyć miał kurtki na jesień - nie zdradzaliśmy wszystkiego wprost, ale nasza rekomendacja zbudowana miała być na wyborach dokonywanych przez Rebeccę Hale, projektantkę kostiumów do serialu znanego w Polsce pod tytułem „Strefa gangsterów”.

W Redakcji nie posiadaliśmy się zatem ze zdumienia, gdy podczas pisania tej notki ukazał się zwiastun drugiego sezonu serialu. Cóż, chcemy być ponadczasowi, jesteśmy jednak równocześnie dojmująco na czasie.

A zatem, Rebecca Hale i styl, jaki obrała dla postaci Harry’ego Da Souzy, odgrywanej przez Toma Hardy’ego. Określić można go jako „subtelny autorytet”. Nic krzykliwego, żadnych logotypów Monclera czy Golden Goose; praktyczna, wodoszczelna kurtka, bo choć w naszym kraju niewielu rzeczy możemy być pewni, to jednak, mimo wszystko - wszyscy zmokniemy.

Choć unikam tego słowa jak ognia, warto, aby nasza jesienna kurtka była „praktyczna”. Przydadzą się kieszenie, najlepiej na zamek lub guziki, aby nie martwić się o nasze rzeczy, jeśli w drodze do domu, poza deszczem i wiatrem, dokuczać nam będzie szum Guinnessa.

Wszystkie te kryteria spełni zatem kurtka, która będzie wykonana z dobrego materiału, w miarę możliwości dodatkowo pokrytego impregnatem. Dobrze, aby miała podnoszony kołnierz i sięgała nam co najmniej do połowy uda.

Oczywiście, chcąc wprost naśladować ubiór Hardy’ego, musielibyśmy wybrać marki Private White V.C. lub Dunhill; chcąc iść w boomerstwo oraz nieszkodliwe anglofilstwo redakcyjnego kolegi Stocktaviana Augusta, poszlibyśmy w klasyczny Barbour Wax Jacket.

Ale, tak naprawdę, marka nie ma tutaj wielkiego znaczenia, ten krój jest replikowany przez marki od A do Z.

W tym wyborze broń Boże nie musimy kierować się ceną - powinniśmy jednak bezwzględnie kierować się materiałem oraz jakością wykonania.

(Której wysyłkowa sprzedaż z wybranych, hm, zagranicznych portali - nam nie zapewni).

Marek V.

Umeblowane mieszkanie na wynajem - czy my naprawdę chcemy być niezależni?

Na portalach streamingowych pojawił się film „Rodzaje życzliwości”, znanego greckiego reżysera. Film jest podzielony na kilka części - dzisiaj nawiążemy do pierwszej.

Zanim jednak to zrobimy, zbudujmy sobie scenę.

Będą nią osiedla, budowane przez znanego szwedzkiego dewelopera, ściśle związanego ze znanym szwedzkim sklepem. Proponowany model jest, wydawałoby się, na polskim gruncie nietypowy.

Model ten zakłada bowiem wynajęcie mieszkania w pełni gotowego, umeblowanego. Po wejściu do niego, żyjemy w nim, następnie możemy z niego wyjść i w zasadzie pozostawić je w niezmienionej formie do życia innej osobie, która stanie się naszą kopią w tym miejscu.

Będzie ona być może słuchać innej muzyki lub włączać inne filmy, ale z drugiej strony - czy na pewno?

TOP filmów w Polsce, TOP przeboje z Warszawy, TOP dania z twojej okolicy, TOP promocje w twoim sklepie po drugiej stronie ulicy, TOP pudełka, TOP dieta, TOP zestaw ćwiczeń, TOP żappsy, TOP Tinder profil, TOP co tam, TOP cześć, TOP co słychać.

We wspomnianym greckim filmie widzimy bohatera, któremu szef rozpisuje całe życie. Co ma ubrać, zjeść, przeczytać - codzienne, drobiazgowe instrukcje. Z początku patrzymy na to jak na absurdalną sytuację, dopiero wchodzimy w seans, próbujemy zrozumieć, co tu się w zasadzie dzieje.

Bohater w pewnym momencie się buntuje, nie chcąc wykonać pewnego drastycznego polecenia - szef nie gniewa się, nie krzyczy, po prostu - „zwalnia” pracownika z tej relacji.

Ile razy słyszeliśmy od kogoś, że nie wiedziałby co ze sobą zrobić, gdyby przestał pracować?

To właśnie spotyka naszego bohatera, gdy przestaje dostawać szczegółowe instrukcje. Nie wie, co ze sobą zrobić. Tęskni.

Podstawowe użyteczności, jakimi reklamuje się nam dzisiaj sztuczna inteligencja, to ściąganie z nas decyzji - zaplanuj podróż, zaplanuj obiad, zaplanuj listę zakupów, zaplanuj mieszkanie, zaplanuj związek, rozmowę na whatsapp, życie, pogrzeb.

Jednocześnie, chcemy postrzegać siebie na instagramie jako wyzwolone, autonomiczne jednostki, robimy 300 zdjęć, aby upewnić się, że tak właśnie wyglądamy, żyjemy w zatomizowanych, zależnych od nas relacjach, których niewiele rzeczy jest w stanie naruszyć - dopuścimy do nich chłopaka, dziewczynę - w porywach psa.

Czy ktoś tutaj robi nas w konia?

A może, niczym ci Trojanie - zmęczeni życiem, żądni świętego spokoju - wieczorami wciągamy do naszego umeblowanego przez Szwedów mieszkania tego konia do przedpokoju i zasypiamy; a niech tam już wyłazi z niego, co tylko chce.

Ernest Przemingway

Dziękujemy za lekturę!

Jeżeli czytasz ten tekst, ponieważ podesłał go Tobie mailem ktoś inny, na kolejne wydania zapisać możesz się pod adresem: ladnemirzeczy.pl

Co można jeszcze przeczytać, jeśli ma się ochotę: